997 kilometrów w 24h

Czeka mnie niezła podróż. Ze stolicy po resztę rodziny do starej stolicy… a potem nad polskie morze na 2 tygodnie wakacji.

W sumie ponad 11 godzin w trasie. A przecież jadąc z dziećmi czekają nas jeszcze postoje.

Plan jest dobry. Miejscówki na postój rozplanowane. Samochód zalany pod korek (chociaż pełen bak pewnie nie wystarczy na ogarnięcie tego na jednym tankowaniu).  Walizki kończą się pakować.  Kierowców jest dwóch więc jest zawsze ktoś kto będzie mnie wspierać.

podroz wakacje 2016

 

W związku z tym, tak jak ostatnio, małe ogłoszenia.

Pod moją nieobecność aktywność na blogu będzie zmniejszona. Wolniejsze odpowiedzi na komentarze i mniej wpisów. Ładuję baterie aby pisać dalej. A przecież planów jest sporo, a i jest o czym pisać.

 

Podczas mojego urlopu zaplanowane są wpisy na blogu więc warto wpaść raz za czas.

Ciekawiej będzie na Instagramie, na którym pewnie będę ciągle obecny.

 

A po powrocie? Więcej relacji z Cuprą w roli głównej, pochwalę się moimi nowymi okularami, porozmawiamy o zabezpieczeniu samochodów i detalingu oraz pokażę Wam pierwsze testy wideorejestratora Mio, który jedzie ze mną w trasę.

 

Do usłyszenia. Szerokości i przyczepności!

trasa leon seat

 

  • marcinwhite

    Powodzenia ;) Ja jestem w drodze do Polski z UK. 300km za mną, czekam na prom (od godziny) i o świcie kolejne 1500 do pokonania ;)

    • Sądząc po innych komentarzach dotarłeś szczęśliwie.

      Jak radzisz sobie z tak długimi trasami?

      • marcinwhite

        Różnie. Ogólnie to klasyki stosowane przez wielu:
        – Staram się spać kilka godzin bezpośrednio przed, do tego drzemka na promie (na siedząco przy stole ;) ) – wyjeżdżam zawsze wieczorem/w nocy więc wstaje rano, mam sporą listę zajęć do zrobienia żeby się trochę zmęczyć (od mycia szyb, sprawdzenia ciśnienia, zrobienia zakupów – ostatnia lista miała ponad 20 pozycji), która zajmuje mi 5-6h i kładę się do łóżka – nawet jak nie śpię całego możliwego czasu to przynajmniej daje maksymalnie odpocząć oczom,
        – W drodze jem (wrecz uwielbiam jeść za kierownicą i zawsze muszę odkurzać auto po powrocie ;) ) – mam kanapki i… landrynki, żeby miętolić jadaczką. Rozbudza mnie na jakiś czas skutecznie.
        – Rozmowa z pasażerem
        – zmiany stylu jazdy – z tempomatem, bez tempomatu, żeby spalanie chwilowe było jak najmniejsze, jak mam szczęście to znajdę gościa co jedzie podobną prędkością do mojej i gonie za nim w odległości około 100-150m – skuteczny wykrywacz zagrożeń czy radarów a i spalanie mniejsze bo można z wyprzedzeniem reagować, zwłaszcza przy ‘niemieckich’ prędkościach.
        – przerwy na 5-10min co ~pół baku, żeby rozprostować kości/zapalić/zatankować etc.
        – niska temperatura klimatyzacji (często koło 17*C i nawet mniej, ale to zależy – grunt, żebym czuł chłodek), jak gdzieś wolniej to nawet okna otwieram, żeby auto przewietrzyć,
        – muzyka – dość głośno, szybkie, wesołe kawałki, które znam i mogę śpiewać czy nucić

        Chyba tyle :)

        Sporo zależy też od pogody czy utrudnień na drodze – czyli od sumarycznego czasu podróży, każdy ma swoje limity. Raz mi się zdarzyło spać gdzieś pod Wrocławiem na parkingu w aucie przez godzinkę (1500km w zdrowej ulewie i na włączonych wycieraczkach – aż oczy bolały, no i jazda <120km/h co przy takich odległościach wydłuża znacząco podróż i jest straszliwie nużące.
        Ta ostatnia wyprawa poszła mi świetnie – pierwszy raz w tak dobrym samopoczuciu i bez żadnych problemów zmęczeniowych dojechałem do celu i wróciłem.