Dla kogo są agresywne sylwetki samochodów?

Zainspirowała mnie reklama Fiata 500. Rzeczywiście jako jeden z nieliczynych samochodów w ostatnim czasie nie jest twardzielem.

Reklama Fiat 500

Wszyscy – do Audi do projektów Zagato tworzą światła, grille, zderzaki, które kipią testosteronem. I to nie tylko takie wersje, które faktycznie są najsilniejsze. One są faktycznie stworzone po to by wciskać w fotel, pluć paliwem i wyrywać kierownicę. To jest świetne – sam uwielbiam auta, które są Panami na drodze. Widzisz je i ustępujesz, nawet gdy jedzie wolniej od Ciebie.

I tutaj docieramy do samochodów, które na siłe chcą być jak „bad boy” podczas gdy wcale nie są takie szybkie. Weźmy na przykład nową Kię Cee’d GT. Wygląda jakby mogła być równym rywalem dla najmocniejszych w kategorii. Dorzućmy do tego biały kolor, czerwone akcenty i auto samo powinno mieć z racji wyglądu, o 1 sekundę szybszy czas o 0 do 100.

Kia Ceed GT foto

Tymczasem na drodze… Auto wygląda kozacko, jakby mówiło do innych użytkowników drogi „spuszczę wam łomot spod świateł” (7,7 sekund do setki). Chwilę potem podjeżdża BMW E36 i nie masz szans. W efekcie skręcasz w boczną uliczkę i zaczynasz płakać bo wydałeś właśnie 100 tysięcy złotych za nowe auto w limitowanej wersji. A na drodze to nie wystarczyło by być szybszym od faceta w używanych samochodzie.

Wstydźcie się projektanci! Wasz projekt obiecywał tej osobie, że pojedzie najszybciej. Będzie pierwsza w wyścigu spod świateł. Będzie mistrzem.

Tymczasem do agresywnej sylwetki samochodu potrzeba włożyć jeszcze silnik, który jest po prostu… duży i mocny. Inaczej będzie wyglądać jak napompowany kulturysta, który przesadził z odżywkami. Poprawiacie sam wygląd zamiast mocy. Na pierwszy rzut silny, ale w realnym starciu na drodze nie wyróżnia się od mocnego diesla.

Wpis ten brzmi jakby każdy start spod świateł kończył się szaleńczą jazdą do kolejnych. Wiecie, że nie każdy:) Ale jeżeli już dojdzie do takiej sytuacji, chcę wiedzieć że mogę otworzyć przepustnicę bez wstydu.

  • Podobnie się miała sytuacja z New Beetle’m. Nawiązywał do samochodu, który też miał sympatyczną mordkę – czyli stary VW garbus. Czas jakiś to trwało, ale chyba się okazało, że VW AG szuka bardziej agresywnej grupy docelowej i nowy Beetle już odcina się od pacyfistycznych korzeni. Osobiście uważam, że to dobrze. Dla mnie, posiadacza starego VW (podrasowanego) łatka słitaśnego woziku mocno mnie denerwuje. Czasem sprawia, że trzeba niektórym co nieco udowodnić…