Grzybologika – recenzja na poważnie

Świat złomnika jest mi zupełnie obcy.

Nie łapię pasji poszukiwania starych samochodów, bajderek i stosów zdjęć samochodów sprzed lat. Mimo tego „Grzybologikę” wciagnąłem w jeden dzień.

Książka wydana przez autora bloga zlomnik.pl to esencja polaków cebulaków, Januszów biznesu, podana w sosie ze świeżo upędzonej księżycówki. Pełno tutaj historii osób, dla których świat poszedł za bardzo do przodu. Ludzi, którzy najlepsze lata mają za sobą. Wszystkich tych, którzy zgrzybieli psychicznie – często za sprawą zawiłości historii życia, jeszcze częściej przez wiek.

zlomnik-ksiazka

Świat opisywany jest momentami tak nierealny, że powątpiewać można w jego prawdziwość. Tyle, że z opisanych historii przebija ten szczególny rodzaj szczerości, w której odnajdujemy napotkane kiedyś w świecie realnym osoby. Kiedyś z pewnością było Ci dane spotkać podobnych krętaczy, wiedzących lepiej i staruszków. Wszystkich tych pojmujących świat „po swojemu”. Wiesz, że gdzieś tam jest przydomowy warsztat, skrywający twory zaszpachlowanej myśli technicznej.

Żyjąc na co dzień pośród dużych firm, deadline’ów, nowych samochodów na szerokich ulicach oraz ludzi z często chorymi ambicjami bliżej mi, w codziennej obserwacji innych, do świata pokazanego w Pokoleniu Ikea. Tymczasem kilka kilometów dalej istnieje świat Grzybologiki. Ludzi będących na skrajnie drugim końcu szali. I jest cholernie fascynujący świat.

Kolejne rozdziały i teksty, pochłania się z taką pasją, że nie ma czasu nawet zamrugać oczami. A gdy się kończy chcesz więcej.

Ten ebook, powstał głównie dla fanów złomnika. Osoby spoza kręgu czytelników może nie załapią o co w nim chodzi, czym pasjonuje się złomnik. Ani tego kim jest Cytryn i Gumiak. Tylko czy wydanie 5 złotych na ebooka, który gwarantuje bardzo wciągającą lekturę, dodatkowo sklaniając do myślenia to jest wydatek? To pretekst i bilet do poznania świata złomnika.

Moim zdaniem warto! Ja przynajmniej odkryłem go na nowo.

  • KMini

    Może kupie ale czytać na kompie to rzeź. Tylko kindle!

    • Bloger jeszcze nie zainwestował:)

  • marsello

    No i kupić już nie można

  • Odniosę się najpierw do wstępu.

    Bajaderki to nic innego jak „przegląd tygodnia”. U JWD nazywa się to „Kompresor” (przegląd blogów niekoniecznie motoryzacyjnych) i „Poniedziałkowy rozrusznik” (co nowego w świecie motoryzacji), u Złomnika jest to „Bajaderka”.

    Pasja do odnajdowania starych samochodów i kolekcjonowanie stosów ich zdjęć – częściowo chodzi o złowienie czegoś niezwykłego a jednocześnie, patrząc czysto zdroworozsądkowymi kategoriami, bezsensownego. Np. starszy człowiek jeżdżący od nowości Mazdą 323 z 1980 roku czy Citroenem GS z lat 70. Albo wrastający w parking pod blokiem rzadki klasyk. Coś, co najpierw wywołuje uniesienie brwi a potem radość że można, da się (jak w pierwszych 2 przypadkach), albo smutek wywołany końcem ciekawego auta i zwykłym marnotrastwem (jak w ostatnim). Takie widoki to przyprawy nadające smak codziennej motoryzacyjnej papce złożonej ze srebrnych Octavii i czarnych Passatów. I więcej dla mnie znaczą niż przejeżdżające ulicą nowiutkie Ferrari, gdyż mają swoją historię, a to Ferrari dopiero będzie miało. I zupełnie inną, w 90% przypadków znacznie mniej bogatą i urozmaiconą.

    A teraz ad rem.

    „Grzybologika” to przede wszystkim opowieść o ludziach, którzy mają pretensje do świata, że miał czelność posunąć się naprzód, podczas gdy oni zostali w miejscu. Stąd zawarta na wstępie definicja grzyba. Mamy tu wywodzące się ze słusznie nam minionego reżimu cwaniactwo, mamy zwykłą podłość i głupotę, mamy też historyjki zupełnie współczesne. Wszystko napisane jest wręcz świetnie, żywym, przykuwającym uwagę językiem Z. Łomnika (o którym wiemy, że się tak nie nazywa, cwaniak jeden).

    Z resztą… nie, nie będę kontynuował. Będzie recenzja i u mnie. Taki będę.