Honda Civic – test

Nigdy nie stawiałem na piedestale japońskich samochodów. Po cichu tylko kilka z nich (głównie Mazdy) uważałem za warte zwrócenia uwagi. Tymczasem mam wrażenie, że po prostu byłem po prostu ślepy na japońską motoryzację. Im bardziej wgłębiam się w temat samochodów z lat 70., 80. i 90. tym więcej modeli znajduję, które były stworzone z pasją i zdecydowanie miały duszę. Tyle, że ostatnio stanęła przedemną Honda Civic szóstej generacji. Szara. Niepozorna. I taka… na pozór rozsądna.

Z szuflady zaczynam wyciągać testy samochodów, które powstały w ramach serii „Dobieramy się do cudzych„. Tym razem swoją Hondę, na kilka dni przed sprzedażą, użyczył mi do testów Sebastian, pracownik jednego z warszawskich domów mediowych. Sebastian znalazł większy samochód, który bardziej pasuje do jego obecnego stylu życia. Poprzednie dwa lata używał Hondy jako podstawowego samochodu w domu.

Rocznik 1999, produkcja Japońska i to podobno jest odczuwalna różnica (dla mnie jako laika w dziedzinie azjatyckich wozów nie było to oczywiste). Stylistycznie ten samochód to ewolucja poprzedniej generacji. Honda Civic szóstej generacji to jeden z samochodów, które na ulicy mijałem do tej pory bez emocji. I może masz tak samo. Tyle, że im dłużej z nią przebywałem tym mniej chętnie miałem ją zwrócić.

Samochód zdecydowanie był zadbany przez właściciela i odwdzięczał mu się dobrym sprawowaniem. Nie straszny był mu mróz czy nie nękał niespodziewanymi awariami. W efekcie niebezpiecznie blisko zliżał się do nudnego wozidła z miejsca A do B. Tyle, że w prowadzeniu było coś zachęcał do czegoś więcej…

honda-civic-hatchback-japonia

Samochód, pomimo silnika 1.4 wyrywa się chętnie do przodu. Czuć, że samochód ma parę lat na karku – 1999 rok produkcji to bowiem inna epoka projektowania. Właśnie dzięki temu czuć „mechaniczność” tej konstrukcji. Wspomaganie chodzi z odpowiednią do miasta miękkością, wciąż przekazując informacje o kołach. Hamulce wyraźnie mówią gdzie jest granica, której nie powinno się przekraczać w cywilnym samochodzie. I czuć w nim prędkość!

Dla mnie osobiście (i pewnie pokażę to w recenzji Mitsubishi Space Star) obecne samochody doskonale maskują prędkość. Wygłuszenie wnętrza, mniej bezpośrednie przeniesienie wrażeń z jazdy na kierownicę i więcej systemów wspomagających. W efekcie musimy bardzo trzeźwo reagować na wskazania prędkościomierza, bo nie wiedzieć kiedy zamiast 50 km/h mkniemy 90 km/h. Wracając do Hondy, tutaj prędkość się nabiera i to czuć.

Jednocześnie wyraźnie widać w silniku rodowód „wiertarki” vtec. Jasne to inne konstrukcja, ale lekka, ważąca nieco ponad tonę, Honda chętnie przyspiesza pomimo stosunkowo niedużego silnika. 90 koni w przedziale od 3 do 5 tysięcy obrotów radzi sobie świetnie. Nie przychodzi to tak łatwo jak w silniku dwulitrowym i czuć różnicę pojemności. Dlatego nabieranie obrotów trwa parę chwil i czuć, że silnik pracuje dla Ciebie. Według mnie to oczywiście typowe zachowanie silników z tamtego okresu. Nie jest on, w odróżnieniu od współczesnych konstrukcji, po prostu podnoszeniem się wskazówki, ale prowadząc czujemy jak wpływamy przepustnicą na prowadzenie. Świetne „analogowe” czucie samochodu.

Silnik i prowadzenie jest jedną z rzeczy, która mnie urzekła w Civicu. Wnętrze jednak jest po prostu jak dwie lub trzy epoki temu. Nie ma tu miejsca na kolorowe ekrany, miękkie plastiki i sterowanie przyciskami, które potrzebują lekkiego kliknięcia. Są suwaki, przyciski które się wciska (!), i te zegary. Zobaczcie sami. Są rozczulające. Wskazówki niczym miecz przecinające kolejne tysiące obrotów i kilometry. Analog pełną gębą!!!

honda-civic-zegary

Tyle tylko, że wszystko to jest bardzo spartańskie i nie zostawia wiele miejsca na komfortowe podróżowanie. Stosunkowo mały (zwłaszcza w porównaniu do współczesnych) samochód z bardzo bezpośrednio komunikujący kierowcy co się z nim dzieje. Na dłuższą metę wymaga stałej uwagi w prowadzeniu i ciągle go słychać. Nie odetniesz się od jego „mikro komunikatów”.

honda-civic-emocje

Tyle, że po spędzeniu z nią kilkudziesięciu kilometrów nawiązujesz więź. Oddany sługa Civic czeka na Twoje polecenia. I wykonuje je sumiennie. Ma swoje ograniczenia, które wynikają z wieku. Tyle, że to wciąż nie odbiera smaku drogi.

Ma duszę.

Nie jest to samochód dla każdego. Wymaga abyś dostosował się do niego. W zamian oddaje najlepsze co może zaoferować. Zdecycowanie zaskoczył mnie pozytywnie. Uśmiech gdy o nim piszę nie jest przypadkowy. Po prostu tęsknię za takimi samochodami: lekkimi, bezpośrednimi ale nie próbującymi cię zabić. I w sumie oszczędnym.

 

honda-civic-titlehonda-civic-5-generacjahonda-civic-1999honda-civic-bok-profilhonda-civic-hatchbackhonda-civic-opiniehonda-civic-piatej -generacjihonda-civic-przod-fronthonda-civic-recenzjahonda-civic-spalaniehonda-civic-tylhonda-civic-wnetrze

  • SebaS

    Heeh zbieżność imion z właścicielem samochodu. Też miałem takiego Civica. Fajne chociaż ciasne auto. Moje było bardziej zjedzone rdzą tylko:)

  • Wtedy to Type-R wymiatał :)

    • Guest

      Type-R był dostępny tylko w Japonii ;)

  • Civic to zacny wehikuł. W ogóle lubię sushiwozy. I dobrze jeżdżą, i zrobione są tak, by jeździły nie tylko dobrze, ale i długo.