Dlaczego nie narzekam, że spadł śnieg?

Zaczęło się. Temperatura spadła poniżej zera. Za oknami spadają płatki śniegu. W efekcie Facebook zalała fala informacji „śnieeeg”. 

Ogłoszenie rzeczywistości innym stało się sportem narodowym social mediów. Kto wrzuci post zostanie nagrodzony nagrodą pierwszego śnieżnego lajka tego roku. Jasne, szydzę z tego. Bo gdzieś głęboko wierzę, że ludzie po prostu się cieszą, że znów będzie na zewnątrz biało, będą bałwany i szansa by pojechać na narty (niekoniecznie poza Polskę).

Tyle, że szczęście wydaje się szybko mijać gdy tych samych ludzi spotkasz, następnego dnia, gdzieś na mieście lub w pracy. Wtedy zima zmienia się w tą „cholerną zimę” poprzez to, że trzeba więcej zrobić z samochodem (zwłaszcza tym zaparkowanym przed blokiem, a nie w garażu).

Dlaczego zatem ja nie narzekam, że spadł śnieg?

Bo zrobiłem 3 rzeczy, które minimalizują mój poziom potencjalnego zdenerwowania do zera poprzez przygotowanie samochodu do zimy.

1. Wlałem płyn zimowy do spryskiwaczy
Ważne, że zrobiłem to już wtedy gdy temperatura spadła w okolice +5 stopni. Gdy tylko zbliżaliśmy się do niższych temperatur szybko zużyłem letni płyn i zastąpiłem go stojącym od zeszłego roku zimowym. Efekt: w pierwsze mroźne poranki można korzystać z płynu, który pomoże Ci pozbyć się resztek szronu przedniej i tylniej z szyby. Przydatne też gdy temperatura utrzymuje się w okolicy 0 stopni i spod kół pozostałych uczestników ruchu leci cały syf na twoją szybę.

2. Nasmarowałem uszczelki wokoło drzwi
Inwestycja około 8 złotych, kilka lat temu już dawno się zamortyzowała. Sztyft do uszczelek trzymam w garażu zawsze zapobiegliwie, jeszcz w październiku, nakładam warstwę na uszczelki. Potem przy każdym myciu samochodu późną jesienią i wczesną zimą poprawiam przynajmniej drzwi kierowcy oraz bagażnik.
Efekt: nie zdarzyło mi się jeszcze utknąć przed samochodem i szarpać się z drzwiami aby puściły.
Przy okazji, jeżeli masz metalową klamkę, koniecznie ją posmaruj smarem. Plastikową zresztą też.

3. Przygotowałem podstawowy zestaw do radzenia sobie zimą
Skrobaczka, miotełka, spray do zamków oraz zapałki. Ostatnie pewnie wydaje się być dziwnym sprzętem ale do tego jeszcze wrócimy.

Skrobaczka oraz miotełka nie wymagają niby większego komentarza ale wymagają minimum zastanowienia się przy ich zakupie. Skrobaczka musi się dobrze trzymać w rękawiczkach. Niby oczywiste a wiele z was pewnie trzyma jeszcze skrobaczkę trójkącik. Działa ale co chwila trzeba ją poprawiać w ręce aby dobrze przylegała do zaszronionej szyby.

Miotełka też dobrze aby była długa. Szybciej dotrzesz do środka dachu i zrzucisz zalegające centymetry białego puchu. Nie jesteś kometą aby ciągnąć za sobą ogon!

Spray do zamków? Niby wszyscy mamy teraz już automatyczne zamki otwierane za pomocą pilota. Ale gdyby padł akumulator… To warto mieć wrzucony do kieszeni płaszcza lub torby z którą chodzicie do pracy mały pojemniczek ze sprayem. Psyk psyk i zamek znów można otworzyć z kluczyka.
Przesmarować przed zimą też warto.

A zapałki? Jeżeli przyglądniecie się zdjęciom Barchetty to jej metalowa klamka chowa się w drzwiach. Należy wcisnąć kciukiem przycisk i pięknie się wysunie. Rozwiązanie finezyjne i super estetyczne. Tyle, że gdy zamykasz auto i skroplona woda wejdzie pod klamkę to przymarza w nocy.
Rozwiązaniem jest zapałka podłożona pod klamkę.
W latach gdy Barchetta była moim podstawowym samochodem, to miałem taki nawyk: zgaś silnik, weź z popielniczki zapałkę (tam trzymałem zapałki), wyjdź, zamknij drzwi i podłóż zapałkę. Po kilku tygodniach robiłem to tak automatycznie i sprawnie, że ktoś postronny nie zauważał nawet tego momentu gdy majstrowałem trafiając idealnie pod sam środek klamki:)

samochod-zima

Dlaczego zrobiłem te trzy proste rzeczy? Bo nie lubię się stresować oraz uczę się na błędach.

Jasne, zaraz po zrobieniu prawa jazdy nie myślałem o tym i kląłem z innymi skrobiąc drugi raz o poranku szyby polane letnim płynem. Bo pamiętam jak kiedyś, drzwi w Pandzie, nie chciały się otworzyć po mocniejszym śniegu i jak głupek wchodziłem poprzez tylną klapę.

Samochód jest dla mnie źródłem radości oraz narzędziem do poruszania się. Dlatego dbam o podstawowe czynności. Ty też zacznij.
Możesz nie lubić samochodów. Ale ułatw sobie trochę życie. Ja też nie lubię robić np odpowietrzania grzejników przed zimą. Ale robię to co roku bo wiem, że zaoszczędzę sobie kłopotów za kilka tygodni.

Serio! Będziesz żyć lepiej i spokojniej – tak jak ja:)

  • RWD_maniaq

    Też się cieszę z zimy. Można latać znów bokami gdy spadnie śnieg.

    • Jako użytkownik samochodów FWD będe musiał się opierać tylko o wprowadzenie samochodów w poślizg wahadłem.

      Albo pojeździć z kimś:)

  • Nareszcie śnieg :) No i tak jak napisał RWD_maniaq. Można, oj można :)

  • Uwielbiam takie patenty jak ten z zapałką :) Jestem fanem prowizorki.

  • Kasia

    Słyszałeś już o nowym urządzeniu blokującym skutecznie fotoradary ? Sprawdź jeśli chcesz uniknąć kolejnych mandatów, nakładanych często niesłusznie.

    Link do Urządzenia

  • ja

    Ja jeszcze woze płyn do odsłaniania, czy nie wiem jak to się nazywa. O ile nie mamy lodowej „skorupy” na szybie, to wystarczy spryskac, poczekać parę minut i użyć wycieraczek.

    • Odmrażacz w sprayu lub w płynie kiedyś też woziłem (za czasów Pandy). Odziedziczone po poprzedniej właścicielce.

      Osobiście średnio wspominam, bo lód puszczał ale na szybie pozostawałay tłuste zacieki

  • Ależ ja byłem i jestem przygotowany. A i tak już raz właziłem w tym sezonie przez bagażnik – było to na samym początku mrozów, gdy po wielu dniach ciągłego deszczu temperatura spadła poniżej zera. I tu nawet odmrażacz nie pomógł. Teraz, mimo porannych temperatur k. -11, jest już lepiej (woda z zamków albo spłynęła gdzieś przy włączonym grzaniu, nie wiem), ale nadal nie znoszę zimy. Ślisko (bardziej przeszkadza to w chodzeniu niż jeżdżeniu), mróz szczypie w twarz (reszta okutana warstwowo), do tego krótkie dni. Poproszę wiosnę.

  • Mareco

    przyznam się że sam w przypływie euforii zamieściłem na fejsie post „śniegiem inspirowany” hehe. A autko z tytułu zimy dopieszczam.W tym roku zainwestowalem w nowe laczki i dywaniki, swoją drogą polecam sklep [url=https://travall.com/pl-pl/]travall[/url] po raz pierwszy w życiu kupiłem dywaniki które nie śmierdzą gumą!

  • kierston

    A propos padniętego akumulatora. Po pierwsze to nie spray, a kable rozruchowe. Co z tego, że otworzymy auto, jak i tak nigdzie nim nie pojedziemy, a nawet możemy potem mieć problem z jego zamknięciem. A starsze technologicznie akumulatory (a wciąż trochę ich jest), przy mrozie będą padać jak muchy. Te nowsze, nawet tańsze, aż tak panicznie już na mrozy nie reagują.

    • Wymieniałem aku 2 lata temu w Barchettcie. Almera trzyma 4 rok. Na razie bez problemów i pewnie dlatego o tym nie pomyślałem. Ale kable mam w obu. Ratują głównie gdy zapomni się świateł lub radia wyłączyć.

      Jakby się nad tym bardziej pochylić, to jak nie wejdziesz do samochodu to też pokrywy silnika nie otworzysz:)

  • wół

    Ale Almerę to ty szanuj! :P

    • Jak to w małżeństwie z rozsądku. Gorącego, emocjonalnego związku nie ma ale pieniądze na początku każdego miesiąca dostaje:)