Jazda samochodem bez celu

czyli slow driving przy zachodzącym słońcu. 


A było to tak… Następnego dnia miałem po raz kolejny ruszyć w trasę z Warszawy do Krakowa. Usiadłem na balkonie, wpatrując się w przejeżdżające samochody. W myślach tworzyły się marzenia do spełniania oraz te zupełnie bliskie plany. Na przykład ten na podróż kolejnego dnia.

Niby podróżowanie z obecnej do starej stolicy mam przerobione na dziesiątki sposobów i coraz częściej traktuję to jak dłuższy dojazd do pracy. 300 kilometrów. Ani to specjalnie wiele, ale nie da się tego traktować w kategorii “krótkiej trasy do łyknięcia w godzinę”.

Wiedziałem, że mam tylko jedną trzecią baku paliwa w samochodze, która wystarczy aby dojechać do Radomia ale zmusi mnie do zrobienia postoju na tankowanie i wybije z rytmu podróży.

Dlatego w długi, ciepły czwartkowy wieczór postanowiłem zejść do garaży po samochód i pojechać zatankować. I sprawdzić ciśnienie w oponach. I poziom oleju w silniku. Rytuał. A potem szybko wrócić… W kilkanaście minut. Zwyczajnie odpaliłem silnik aby złapał temperaturę, a olej rozprowadził się po wszystkich zakamarkach.

Ponieważ temperatura, nawet po godzinie dwudziestej przekraczała 20 stopni w stali Celsjusza postanowiłem zdjąć dach. Niech te kilka minut będzie jeszcze milsze. Niespiesznie złożyłem go do schowka.

Wsiadłem, zapiąłem pasy i wyjechałem z garażu. Gdy za sobą słyszałem odgłos zamykającej się bramy bezwolnie skręciłem w prawo, pomimo że najkrótsza droga do stacji to ta… w lewo.

evening driving

Cel przestał mieć znaczenie. Jadę przed siebie. Skręcając w drogi, którymi nie jeździłem nigdy wcześniej. Szukając miejsc, których nigdy nie widziałem wcześniej chociaż są tylko o kilka kilometrów od mojego mieszkania.

Liczyła się tylko ta chwila. Spontaniczna. Niezaplanowana. O smaku wieczornej rosy i zapachu łąk pod Warszawą. To była godzina beztroski. Zupełnego ignorowania tempa innych kierowców.

Moje tempo. Moja droga.

Tego dnia zatankowałem dopiero gdy wyjeździłem bak do rezerwy.

Tak oto stałem się żywym dowodem na to, że ekologia w przypadku jazdy samochodem jest ślepą uliczką, a jedyne co się liczy to radość za kółkiem!

  • pieklonakolach

    Mam tak samo, najkrótsza droga nie zawsze jest tą najlepszą.
    Może to jakiś wirus powodujący irracjonalne zachowanie kierowców. Albo lobby paliwowe dodaje coś do kawy na stacjach :D

    • Nie to nie kawa. Nie pijam na stacjach:)

      Może zapach benzyny?

      • pieklonakolach

        No tak, nie bez przyczyny zaliczana do wziewnych substancji narkotycznych.