Kiedy najlepiej jeździ się kabrioletem?

Takie pytanie padło w moim kierunku parę dni temu podczas rozmów przy kawie. Ponieważ jestem jedną z niewielu osób, które w firmie mają samochód bez dachu automatycznie zostałem zaklasyfikowany jako ekspert w tej dziedzinie.

To schlebia! I sprawia, że można zawsze poopowiadać innym o radości płynącej ze zrzucania dachu. Zarazić ich pasją. Dlatego też odpowiedź jest bardzo prosta.

Zawsze gdy nie pada deszcz. Bo zawsze bez dachu jest fajniej niż w puszce – a mówię to jako właściciel hatchbacka jako drugiego samochodu!

Domyślacie się pewnie, że to nie koniec:) Pytanie jakie mój rozmówca powinien był sobie zadać to:

Kiedy najprzyjemniej jeździ się kabrioletem?

I tutaj odpowiedź nie jest już tak oczywista. Wszyscy bowiem mają wyobrażenie niczym z reklamy kręconej w L.A.

Słońce, plaża, dziewczyny w bikini na rolkach.

Macie to już przed oczami?

To wyobraźcie sobie, że upalny dzień to jeden z najmniej przyjemnych momentów do jazdy bez dachu. Dlaczego? Bo słońce nie zna litości i bez kapelusza lub czapki oraz kremu nie ma co się ruszać z domu! Dodatkowo jeżeli nie macie klimy to prażenie słońca przy mniejszej prędkości porównać można do opiekania kurczaka na rożnie. Z klimą jest lepiej bo czujesz jakbyś siedział w zimnej zupie włożonej do mikrofali. Ani to ekologiczne, ani oszczędne ale daje choć odrobinę chłodu w upalny dzień. Ale nawet bez tego można czerpać z tego radość i łapać opaleniznę (chociaż zabawnie potem wyglądają odbite rękawy koszuli lub t-shirtu).

Dlatego pozwólcie, że opowiem Wam kiedy jest według mnie najlepiej wybrać się w powolny lub żwawy objazd miasta bez dachu.

jazda-fiat-barchetta

Dla mnie najprzyjemniejszy moment to jazdy bez dachu to okres letni. Na zewnątrz temperatura powinna oscylować w okolicach 22-24 stopni. Późne popołudnie lub wieczór. Słońce zachodzi już blisko linii horyzontu. Świat pokryty jest pomarańczowo żarzącymi się światłami latarni miejskich. Nad ziemią unosi się już niebiesko-zielono łuna końcówki dnia. Przez odsunięte okna wpada rześkie powietrze i omiata swoim chłodem całą przestrzeń wnętrza.

Innych kierowców jest już mniej na drogach, nikt nie spieszy się by zdążyć na za późno zaaranżowane spotkania. Każdy jedzie swoim tempem. Tylko, że ja wiem – większość jedzie w jakimś celu.

Ja jadę bo to sprawia mi przyjemność.

droga-jazda-samochodem-kabrio

  • Pamiętam, jak ten mój idylliczny czar prysł, gdy się przekonałem, że jazda kabrioletem w upale wcale nie jest taka fajna. Skończyło się na tym, że zatrzymałem się na zatoczce autobusowej, rozłożyłem dach, włączyłem klimę i pojechałem dalej. Ogromna trauma. Za to jak już wracałem o ok. 21, był piękny zachód słońca i przyjemna temperatura. Wtedy pokochałem kabriolety na nowo. :)

  • Pszemek

    Zdecydowanie się zgadzam! Po bardzo upalnym dniu nie ma nic lepszego niż w ciepły wieczór wsiąść do kabrioleta i przejechać się, czy to po mieście czy po jakiś zamiejskich drogach przez lasy i pola. Nie ma nic lepszego! Motocykle się chowają bo opatuleni ciasnym kombinezonem w ciężkim kasku nie poczujemy tego co w cabrio ;)

  • To, że grzejące w głowę słońce obniża komfort podróżowania to jedno, ale druga kwestia to bezpieczeństwo. Może i trochę przesadzam, ale o zasłabnięcie w 40 stopniowe upały nie trudno, a stanie w korku wśród rozgrzanych aut, spalin itp. nie pomaga. Co oczywiście nie zmienia faktu, że cabrio to świetna sprawa i kto raz “skosztuje” tej przyjemności, zakocha się w niej bezdyskusyjnie.

    • Ja wdrożyłem zaawansowane rozwiązanie technologiczne oparte o specjalne materiały ekologiczne w splocie uniwersalnym (zwane kapeluszem słomkowym) i zdaje ono egzamin w słońcu:)

  • Neo

    Dodałbym parę uwag na temat jazdy bez daszku. Zawsze gdy nie pada ? Nie do końca. Na autostradzie od ok. 100-120 km/h przy niezbyt ulewnym deszczu nie pada do środka (tworzy się powietrzna kurtyna). Wystarczy podnieść boczne szyby i cieszyć się jazdą w deszczu bez dachu. W upalny dzień (warunek: kiedy nie stoisz w korku) niewiele jest przyjemniejszych rzeczy od omiatania przez wiatr (siłę wiatru dozujemy prędkością i opuszczeniem bocznych szyb) i wystarczy kremik z filtrem oraz okulary, a może być baaaardzo przyjemnie.
    Nie poruszony został jeszcze jeden, nie wiem czy nie najważniejszy aspekt w moim skromnym mniemaniu. Mianowicie odgłos silnika zmieszanego z szumem wiatru dochodzący bez skrępowania do uszu kierowcy. Kiedy lecę ok. 140 kmh (szybciej robi się zbyt duży huragan w środku nawet z windstopem) i powyżej 4000 obr/min wariator zmieni fazy rozrządu. Z wydechu Supersprinta dochodzi dźwięk przypominający ten z Alfy Disco Volante, który Jeremy Clarkson porównał z głosem Otisa Reddinga. Włoski na ręce unoszą się i to nie od wiatru :)

    • Neo, nie ująłbym tego lepiej:)

      PS. czy my się nie znamy ze starego forum barchetta.pl?

  • W każdy ciepły poranek mam taką wizję.
    Jest ciepły, ale nie gorący poranek. Niebo bez chmur. Powietrze jest lekko chłodne. Gdyby nie było słońca mogłoby się wydawać, że jest po prostu zimno. Ja zadowolony z życia wyjeżdżam kabrioletem z hali garażowej z naturalnie rozłożonym dachem. Rześkie powietrze oplata zaraz otwarte wnętrze. A ja leniwie mknę w stronę pracy jedną z głównych ulic. Korków jeszcze nie ma. Za wcześnie… Mógłbym tak jechać do tej pracy w nieskończoność. :) No to dzięki Tobie odleciałem :D