Mazda MX5 ND test

Jeden z najładniejszych samochodów ostatnich lat. Od pierwszych chwil czułem do niego miętę. W końcu trafił w moje ręce.

Może trochę zbyt późno bo pogoda nie sprzyjała jeździe top down przez cały czas. Natomiast to właśnie w deszczowej scenerii ten samochód pokazał, że prawdziwe umiejętności za kierownicą zdobywa się za pomocą samochodów, które nie oszukują fizyki.

Zapraszam do bliższego zapoznania się z Miatą 4. generacji.


Mazda MX5 ND Mazda MX5 ND

Ten samochód to po prostu kawał dobrej roboty, która nie trafi do wszystkich. Mały, niepraktyczny i trudniejszy w prowadzeniu niż większość pojazdów na drodze. I cholernie ładny… Mówiłem to już?

Nie ukrywajmy. Samochód kupujemy oczami. Jeżeli tak nie robisz to znaczy, że w życiu wybierasz wszystko rozumem i ten tekst kliknąłeś zupełnie przypadkiem. Bo Mazda jest zupełnie nierozsądnym wyborem. Kosztem naprawdę pięknej bryły samochodu tracimy bagażnik i miejsce w kabinie. Miatą nie wybierzesz na wakacje bez stresu wielkość walizki. Na miejsce też nie dojedziesz jeżeli nie będziesz się mieć pokory przed zakrętami. Na razie brzmi bardzo… przekonywająco aby kupić MX-5. Przynajmniej w mojej opinii.

Mazda MX5 ND

Z praktycznie każdej strony oglądam 4. generację MX5 z zachwytem. Przód to majstersztyk, a przetłoczenia nadkoli hipnotyzują gdy ogląda się je z kabiny. Miękki, chowany jednym ruchem ręki dach nie szpeci w żaden sposób samochodu – niezależnie czy założony czy schowany. Jedynie z tyłu mam wrażenie, że zderzak mógł być osadzony nieco niżej i potęgować wrażenie szerokości samochodu. I wydech mógłby jednak zaświecić jakimś chromem przed oczami wyprzedzanych samochodów (chociaż trzeba dodać, że jest taka opcja w dodatkach).

160 koni z 2 litrów pozwala jeździć zupełnie bezproblemowo i być jednym ze żwawszych uczestników ruchu drogowego. Pamiętając oczywiście, że nie jest to samochód sportowy. Mazda potrafi bowiem poczuć się jak w aucie o dużo większej mocy chociaż nie ma ich osiągów. Jednak z samochodami sportowymi ma dużo wspólnych mianowników. To jak lekko chodzą przednie koła, jak z zakrętu samochód jest wypychany, to, że jest raczej sztywno (ale nie twardo!), to jak brzmi wydech i to jak chodzi lewarek zmiany biegów. Każdy z tych elementów sprawia ogrom radości z prowadzenia. Dla mnie byłby to doskonały samochód do codziennych dojazdów do pracy. Nie widzę w jego prowadzeniu wielu wad.

Natomiast pamiętajmy, że tak jest tylko podczas doskonałych warunków pogodowych. Gdy spada deszcz dostajemy wóz, który musi uczy pokory. Bo on nie oszukuje fizyki. Jak za szybko wejdziesz w zakręt to będziesz kontrować i wyprowadzać poślizg. Dlatego łatwo docenić jak rozwijana jest moc z wolnossącego silnika – przyrasta dokładnie tak jak chcielibyśmy i jest taka jak trzeba. Większa moc tylko potęgowałaby problemy na mokrej drodze. A tak mamy świetny kompromis pomiędzy osiągami i prowadzeniem.

Mazda MX5 ND

Wnętrze, chociaż klaustrofobiczne, wyposażone jest cudownie. Głośniki wbudowane w zagłówki pozwalają bez problemu rozmawiać przez telefon. Multimedia działają zupełnie dobrze – radio gra, MP3 się odtwarzają, a nawigacja prowadzi do celu. Może tylko sterowanie nie jest umiejscowione najbardziej fortunnie bo przy żwawej jeździe, podczas zmiany biegów, zdarzało mi się przypadkiem zahaczyć rękawem kurtki o sterowanie radiem i przełączyć stację. Stylistycznie środek jest również świetny. Przeszycia czerwoną nicią, piękne fotele, mała ale świetnie leżąca w dłoni dźwignia zmiany biegów. Wszystko to dobrze dobrane formy (spójrzcie tylko na te nawiewy) łączące styl i funkcjonalność. Nie idealne ale bliskie temu co można sobie wymarzyć.

Mazda MX5 ND

Z tego wszystkiego wyłania się obraz samochodu dla osoby, która nie chce tylko samochodu. Chcę designu, wygody w użytkowaniu i zaangażowania w jazdę. Wszystko to znajdzie na pokładzie Mazdy. To samochód, który wymaga kompromisów w użytkowaniu na codzień. Ale jako drugi lub trzeci w rodzinie, typowy “fun car” trudno mi sobie wyobrazić lepszą opcję. Oczywiście polecam go jako podstawowy samochód – bo w końcu uczy pokory na drodze, a świst powietrza przy dużych prędkościach skutecznie zniechęca do nadużywania prędkości i jazdy z dużo wyższymi niż te przewidziane przez prawo na autostradach. W ramach tego masz samochód, który czyni Cię lepszym kierowcą i za którym będziesz obracać się jeszcze kilka razy gdy zostawisz go na parkingu.

Mazda MX5 ND

Jako posiadacz Barchetty nie umiem oczywiście spojrzeć na Mazdę inaczej niż przez pryzmat porównań. Oczywiście obie są piękne, każda na swój sposób. Przednionapędowa Barchetta oczywiście jest łatwiejsza w prowadzeniu, jednak przez to mniej wynagradza ego kierowcy. Mazda ma wszystko co trzeba w 2016 roku: połączenie z telefonem, wejścia USB, ESP, wbudowaną nawigację i komputer pokładowy. Jest nowoczesna w zdrowy sposób bo nie przytłacza nowoczesnością. Zazdroszczę, że nie mam tego w “bareczce”. Z drugiej strony włoszka jest dużo bardziej pakowna i oferuje większą przestrzeń w środku. W efekcie w tym porównaniu nie ma zwycięzców – idealnie byłoby to wszystko połączyć.

Mazda MX5 ND

Strasznie żałuję właśnie tego, że taki samochodowy Frankenstein nie istnieje. Z drugiej strony moja żona się pewnie cieszy. Bo nie namawiam jej na wydanie ponad 114 000 zł na auto, do którego nie może włożyć dzieci.

Z drugiej strony chyba właśnie czegoś takiego potrzebuję na codzień ;)

 Mazda MX5 ND
  • Kacper Brzeziński

    Tak beznadziejnego testu jeszcze nie czytałem…
    I mówię to jak 1.twój czytelnik 2.fan wszystkich generacji mx-5.
    1/3 tekstu jakie to małe nie praktyczne i okropne ,jakieś brednie o truuuudnym prowadzeniu ale idealnym jednocześnie XD sztywno nie twardo ,no litości… ,a potem jakieś bzdety o głośnikach w zagłówkach.Jak już wysilasz się na prawienie truizmów o nie-praktyczności to nie dawaj na podsumowanie myśli ,że mx5 mogła by być bardziej uniwersalna.

    • Serce mi krwawi przez Twój komentarz:)

      Pytaj o co chcesz, a czego nie dowiedziałeś się z recenzji. Napiszę w komentarzach:)