Mój styl jazdy, Sébastien Loeb – recenzja

Nie lubię książek fabularnych. Poza nielicznymi wyjątkami są dla mnie tworzeniem historii, które nigdy się nie wydarzą. Jednocześnie nie przeszkadza mi to być zapalonym miłośnikiem filmów, gdzie historie są równie mało prawdopodobne. Z tego powodu bardzo często sięgam po biografie. Prawdziwe zdarzenia, realne postacie i rzeczywiste miejsca. Oczywiście, ktoś mógłby zarzucić, że przecież biografie mogą być historiami podkolorowanymi i nijak się różnią od zmyślonych fabuł. Na szczęście „Mój styl jazdy” nie ma tego problemu.

Historia to de facto opowieść samego Sebastiana napisana dla córki. Jest to próba pokazania drogi jaką przeszedł na sam szczyt rajdów. Od amatora do poziomu niedoścignionego mistrza. Od razu trzeba też powiedzieć, że jest to historia niepełna. Jego kariera wciąż trwa, tyle że poza rajdami. Osobiście nie lubię takiego przedwczesnego pisania biografii. Dlaczego? Ponieważ kiedyś pojawi się podsumowanie całej kariery Loeba… I zmusi mnie do zakupu kolejnej książki na półkę.

Lektura, jak wcześniej napisałem, to opowieść od początku, młodego chłopaka uprawiającego gimnastykę… Krok po kroku. Poprzez pierwsze doświadczenia z samochodami widzimy jak się rozwijał. Obraz Sebastiana Loeba jaki wyłania się z tych stron to naturalny, wrodzony talent. Pisząc robi miejscami wrażenie wręcz prostolinijnego głuptasa. Jest to jednak bardzo szczere i pokazuje jego nienachalną osobowość.  Ale to właśnie zza takich małych prostych elementów można dostrzec przyszłego mistrza.

Bardzo mało jest tutaj samej jazdy. Przeskakując strony można odnieść wrażenie, że Loeb po prostu wsiadał do jakiegokolwiek samochodu i po prostu… na każdym odcinku był najszybszy. Dodatowo wiele razy podkreśla, że nie lubił zwyczajnej pracy i był leniwy. To zaprzeczenie mitu pracowitości może denerwować. We mnie wzbudzało niezdrową frustrację. Jak to? On siada i jedzie, podczas gdy inni muszą dochodzić do tego latami. On pokonuje odcinek raz i, w odróżnieniu od innych, pamięta każdy szczegół. Jeżeli ciężko pracujecie to obudzi się w Was prawdziwa zazdrość.

Będę z Wami szczery. Rajdy, wyścigi i sporty motorowe nie były nigdy moimi ulubionymi rzeczami w życiu. Bardziej podziwiałem osoby i samochody jako takie, niż całą tą otoczkę rywalizacji. Dlatego od ostatniego roku, z ciekawości, nadrabiam informacje na temat tego kto był wyjątkowy w historii rywalizacji samochodowych. Dzięki tej książce poznałem nieco bliżej świat rajdów, do tej pory zupełnie mi obcy.

Pokuszę się jeszcze o znalezienie powodu dlaczego powstała tak książka. Sebastian najzwyczajniej w świecie wybiela się przez swoją córką. W głębi to chłopak, który zwyczajnie lubił ostro jeździć i nieraz narażał życie. Opowieść snuje gdy jest na szczycie (książka oryginalnie wydana w 2010 roku; wydanie polskie to dopiero 2013) i to ciekawa perspektywa. Wokoło jest spełnienie, spokój o przyszłość, finansowe zabezpieczenie… Największym problemem staje się to jaki transport wybrać by jak najszybciej powrócić do domu. I być dobrym ojcem…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Lekturę polecam wszystkim zainteresowanym nieprzeciętnymi rzeczami. Bo chyba jest tak, że nieprzeciętny styl bycia Sébastiena Loeba to zarówno styl jego jazdy samochodem, jak i historia pokazana na kartach tej książki.

  • mari-LA

    Widziałam ostatnio biografię Colina i też sobie rpzypomniałam o tej książce. Chyba czas zamówić. Pa!

  • VintageCarGirl

    Jeśli interesujesz sie starą motoryzacją to zapraszam na mojego
    początkującego bloga o motoryzacji widzianej okiem kobiety!
    http://vintagecargirl.wordpress.com/

    • Dzięki za link! wpadasz na listę obserwowanych przezemnie blogów:)

      P.