„Nikt z nas nie ma wpływu na korki” What?

1159376_74181875small

Kilka dni temu usłyszałem takie właśnie stwierdzenie. Wydobyło się ono z ust pewnej damy na jakimś pikniku dotyczącym bezpiecznej jazdy zorganizowanym, zdaje się, w Sopocie.

Niestety, nie ma takiej możliwości abym zgodził się z tą teorią. Jestem, można powiedzieć, stałym uczestnikiem warszawskich korków od dość dawna i czuję się upoważniony do wypowiedzenia swojej teorii na temat genezy powstawania korków właśnie.

Zacznijmy może od definicji korka. W skrócie można powiedzieć, że jest to zjawisko powodujące tak ogromny stres i nerwy, że kilkudniowy pobyt w spa lub wyciszająca medytacja połączona z jogą nie są w stanie pomóc. Każdy, kto porusza się samochodem prawdopodobnie się ze mną zgodzi. Chyba, że w schowku trzyma zapas Valerinu.

Zatem skoro wszyscy mamy świadomość, że korki faktycznie istnieją, i nie jest to tylko manipulacja mediów, zastanówmy się dlaczego korki w ogóle powstają? Czy faktycznie nikt z nas nie ma na nie wpływu?

Pierwsza, i prawdopodobnie jedna z najistotniejszych przyczyn korków to sygnalizacja świetlna. Weźmy za przykład trasę Zegrze – Warszawa w Legionowie. Na odcinku kilku kilometrów dwupasmowej jezdni mamy kilka skrzyżowań z sygnalizacją świetlną. Wszystko byłoby wspaniale, gdyby ten odcinek dało się przejechać na tzw. zielonej fali. Niestety – jakaś mądra głowa odpowiedzialna za organizację ruchu zdaje się nie słyszała to takim zjawisku. Jadąc z przepisową prędkością 70km/h zatrzymujemy się na każdym skrzyżowaniu z powodu czerwonego światła. Co więcej, na doskonale wszystkim znanym skrzyżowaniu obok szkoły policyjnej, światła ustawione są w taki sposób, że na zielonym świetle przejeżdżają 2-3 samochody (dodatkowym utrudnieniem jest ruszanie pod górę w stronę Warszawy). Potem kilkanaście lat czekamy na zmianę świateł. Oczywiście w tym czasie zielone światło umożliwia skręt w lewo jadąc od strony Legionowa. Problem jest jeden – w lewo skręca 1 samochód na rok… Pocieszające jest natomiast to, że ta sama osoba, która nie słyszała o zielonej fali, włącza sygnalizację awaryjną – migające żółte światło na newralgicznych skrzyżowaniach w okresach wzmożonego ruchu – powroty z długich weekendów itp. Brawo! Wtedy właśnie doskonale widać, jak płynnie odbywa się ruch pojazdów. Przypadek? Analogiczna sytuacja z koniecznością zatrzymywania się na każdym skrzyżowaniu ma miejsce w wielu innych lokalizacjach, np. ulica Gagarina w Warszawie, objęta przecież innowacyjnym, zintegrowanym systemem zarządzania ruchem…pozwolę sobie nie komentować jego funkcjonowania czy też innowacyjności.

Zatem jak widać powyżej – na korki mają wpływ ludzie ustalający tryb pracy sygnalizacji świetlnej. W tej chwili obaliłem tezę postawioną na początku, ale to nie koniec!

Drugą najważniejszą przyczyną tworzenia się, tak znienawidzonych przeze mnie, korków, jesteśmy my, kierowcy. Co ciekawe, palce jednej ręki wystarczą nam aby wyliczyć najgorsze błędy popełniane przez szoferów, a powodujące konieczność nerwowego ściskania gumowej piłeczki w drodze powrotnej z pracy czy wakacji.

1)      Ślamazarność, pierdołowatość, zamyślenie, nauka włączania biegów, malowanie gęby, wymiana bezpieczników, wąchanie skarpetek – wszystkie zachowania, które powodują ruszanie lidera w ostatniej chwili, tuż przed zapaleniem się żółtego. A jeżeli tuż za skrzyżowaniem trafi się, jakże wymagający, ostrzejszy skręt (np. zjazd al. Wilanowską i skręt w kierunku ul. Sikorskiego) to okaże się, że zaledwie pięciu kierowcom udało się pokonać to wyzwanie. W ciągu 40 sekund, kiedy pali się zielone światło…

2)      Łączy nas GUMA – tak można określić sposób ruszania w korku. Każdy z pojazdów rusza dopiero wtedy, gdy pojazd z przodu odjedzie na kilkanaście metrów. Zazwyczaj jest tak, że z odległości kilkuset metrów doskonale widać sygnalizację. Gdyby w jednym momencie wszyscy kierowcy raczyli ruszyć dupę, przez skrzyżowanie przejechałoby 2 razy więcej pojazdów. Ale do tego trzeba być skupionym na jeździe, a nie na wszystkim poza nią.

3)      Śmierć frajerom! Ja będę czekał? – otóż to. Wpychanie się na wymarzony pas jazdy tuż przed skrzyżowaniem. Przecież blokowanie pojazdów, które chcą za nami jechać przepisowo, to nie problem. Ciągła linia? Dopóki nie ma betonowych barier, ciągła linia w naszym kraju nie obowiązuje.

4)      Sooory ale musiałem – oczywiście wjechać na skrzyżowanie bez perspektywy jego opuszczenia zanim zapali się czerwone. Czy to jest aż tak trudne do ogarnięcia, że pakując nasze 4 koła na środek skrzyżowania widząc, że przed nami jest jeszcze 10ciu takich samych, myślących pośladkami kierowców, zablokujemy na dobre możliwość przejazdu tym z lewej lub prawej? A może nie uczą tego na kursach na prawko?

Tak jak obiecywałem – 4 palce wystarczyły, żeby policzyć najgorsze zachowania generujące w efekcie korki. Zdaję sobie sprawę, że nawet znacząca zmiana postępowania kierowców nie usunie tego zjawiska, ale mogłaby je nieco zredukować.  Ktoś może zapytać, skąd ten mój ból dupy o korki? Odpowiedź jest prosta – nienawidzę marnować czasu, a szczególnie z powodu czyjegoś postępowania. Miażdżąc zatem tytułową złotą myśl pani z pikniku – my, kierowcy, mamy bezpośredni wpływ na tworzenie się korków! Pamiętajmy o tym podczas codziennej katorgi wracając do przytulnych pieleszy naszych domostw.

Gniotąc gumową piłeczkę, pozdrawiam.