Po drugiej stronie też jest kierowca

Czasem muszę jechać do centrum Warszawy. Najczęściej z południa. Wybieram więc ulicę Puławską. To jedna z głównych dróg, która prowadzi praktycznie od Piaseczna do samego centrum stolicy.

Nigdy nie da się wpaść w konkretny rytm jej pokonywania. Skrzyżowania nie są w równych odległościach. Puławska łączy się zarówno z innymi głównymi drogami, jak i dziesiątkami uliczek przy uroczych kamienicach oraz z tymi wypadającymi z nowoczesnych osiedli.

Jedziesz 500 metrów. Stop. Jedziesz  300 metrów. Stop. Jedziesz 700 metrów, dołączają kierowcy ze ślimaka po prawej. Stop. Kolejne światła. Rondo. Światła. Skrzyżowanie. Światła…

I w tym porwanym tempie musisz być czujny. Wiesz, że prowadzisz ponad tonę mieszanki metalu i plastiku. Z materiałem organicznym w środku.

Tobą.

I wiesz, że naokoło Ciebie są setki podobnych. I liczysz, że oni też Ciebie obserwują. I zareagują gdy będzie taka potrzeba.

 


 

Bo w końcu Ty reagujesz.

Mi kilka razy zdarzało się nie zahamować przed światłami. Celowo. W lusterku widziałem, że kierowca za mną zaczął zwalniać za późno. Albo nie ma tak skutecznych klocków hamulcowych. Zatrzymywałem się metr dalej. Najeżdzałem na białą linię. Czasem blisko pasów. Jemu wystarczyło miejsca, ja miałem… Ocalony tyłek.

Obserwowałem innych. Reagowałem.

 


 

 

Dziś jednak rozmawiałem przy kawie ze znajomymi w pracy.
Tak, nie każdy bloger żyje tylko z prowadzenia bloga:)

Wymienialiśmy spostrzeżenia na temat jazdy samochodem. I usłyszałem historię o ludziach, którzy nie reagują na drodze.

Historię o teściowej, która nie skręca w lewo. Po prostu wybiera taką trasę aby 90% zakrętów było w prawo. Nawet jeżeli wiąże się to z tym, że nadkłada drogę… o 15 kilometrów.

A potem kolejna historia. O przerażającej podróży z mamą znajomej. Kobieta nie reagowała na to co jest na drodze. Na deszcz. Na słabą widoczność. Na innych. Jechała po swojej ulubionej trasie, wioząc trzy osoby. Jechała naturalnie. Jak zawsze. W końcu przecież zawsze się udaje dojechać, prawda?

A zaraz po tej historii kolejna. O szwagrze.

I kolejna opowieść, tym razem o bracie.

Mężczyźni, kobiety, młodzi i starzy. Z dziećmi, single i w ciąży. Kilka historii, które mrożą krew w żyłach. Nie o brawurze. O beztroskiej jeździe samochodem. O tym, że oni potrafią prowadzić ale tak “nie za bardzo”.

O tym, że wywołują strach u pasażerów. Ale Ci pasażerowie o tym milczą przy nich. Bo przecież nie mogą powiedzieć komuś, że powinien popracować nad jazdą samochodem. Iść na kurs. Albo nie jeździć wcale.

Historie o tym, że są kierowcy, którzy mają uprawnienia, ale ich umiejętności wystarczają aby się jakoś przemieszczać niż po to by przewidywać sytuację na drodze.

 


 

 

I te osoby są naokoło nas. Jadą gdzieś tam w korku na ulicy Puławskiej.

 

Już im nie ufam. Czuję, że każde z nich próbuje mnie zabić.

Nie celowo. Po prostu nie wiedzą, że mogą spowodować wypadek. W każdej chwili. Bo jadą jak zawsze. Bez patrzenia na innych.
Bez patrzenia na mnie.
I bez patrzenia na Ciebie.

  • Jest takie powiedzenie: umiesz liczyć, licz na siebie. Nikt inny po prostu nie zadba o Ciebie lepiej niż Ty sam. Trzeba to zrozumieć i stosować, tylko niestety nie zawsze jest to możliwe, bo ciężko ogarniać wzrokiem całe skrzyżowanie i zapobiegawczo znacznie zwalniać nawet jak ma się zielone, bo przecież ten co ma czerwone wcale nie musi się zatrzymać.

    • Mam taki koszmar, że jadę przez skrzyżowanie i nagle dostaję w bok samochodu, bo ktoś nie skumał, że ma czerwone.

      Bleh… Straszne…

      • KGalik

        Wyobraź sobie sytuację, że masz zielone i ktoś Ci wjeżdża w bok… Bo jemu się włączyło pulsujące żółte. I tak miałem… (:
        Pozdrawiam ZDiUM we Wrocławiu, który przez dwa lata od wprowadzenia przepisów nie poprawił (o ile do teraz to zrobił..?) programu świateł.

        • Wyobrażam sobie tylko dlatego, że mam bujną wyobraźnię.

          JAK BOLI na samą myśl !@$!$!@!$@

          • KGalik

            Boli to sprawa w sądzie i dochodzenie swoich praw od ponad pięciu lat, bo policja stwierdziła współwinę. :) Tyle szczęścia, że Honda miała naprawdę mocne blachy i człowiek nie jechał na dwóch kółkach, bo już bym nie pisał…
            Trauma i zwalnianie, żeby się upewnić, że jednak na pewno ci co powinni stoją przed sygnalizatorem jednak zostaje.

  • Bardzo trafny wpis. Jest to niesamowite jak przy tak dużej ilości ludzi którzy po prostu się przemieszczają nie dochodzi do jakiejś absurdalnie dużej katastrofy drogowej. Co 2km, dziennie!
    Niestety takie jest żniwo aktualnego “kursu”.
    Bo ja rozumiem że nie każdy ma dryg, nie każdego to ciągnie i generalnie dla ludzi jest to miks pralki i telewizora. Ale jak już mają używać tego jak RTV to przynajmniej niech wiedzą jak, niech ktoś im to pokaże. Tymczasem uczą parkować, ostro trzymać się krawężników i linii, omijać słupki, a nie faktycznie jeździć tak żeby zachować jakąś płynność, żeby przewidzieli co zrobi wóz przed wozem przed nimi.

    Smutne ;(

  • Jakbym widział moją sytuację z przed dwóch dni. Jechałem autostradą lewym pasem wyprzedzając jadące wolniej samochody, nie przekraczając dozwolonej prędkości, ale będąc blisko górnej granicy. Prawy pas poruszał się w granicach 90-100. Jakieś 50 metrów przede mną pani z prawego pasa postanowiła zmienić pas na mój, włączając kierunkowskaz będąc już w jego połowie. Było blisko !@#$%$#@!

  • ads

    Umiesz liczyć, licz na siebie, otóż to :)

    http://redia.pl/