Proza życia

Posiadanie kilku samochodów przypomina życie w dużej rodzinie. Z każdym łączą Cię więzy krwi lub powinowactwo.  Ba! Wiele z nich jest Ci bardzo bliskich.

Nie dla każdego jednak zawsze da się znaleźć wystarczającą ilość czasu i poświęcać dużo uwagi.

I tak jest obecnie z moim mini flotą samochodową. Nissan Almera jest na pierwszym planie jako samochód użytku codziennego. Dlaczego? Dwie córki. To wystarczający powód dla, którego Fiat Barchetta jest pozostawiony na drugim torze. Grzecznie czeka na Pana w Krakowie, gdy ja większość czasu spędzam w stolicy. Jednocześnie znalazłem nowy samochód (nie, jeszcze nie powiem Wam co).

W skutek tego wszystkiego Nissan dostaje regularne kąpiele i jest na bieżąco wykorzystywany. A jak wiemy, samochody nie używane mają tendencję do psucia się. No i moja Barka (pieszczotliwie od Barchetta) właśnie oznajmiła mi przed weekendem majowym, że wydech po 6 latach wymaga wymiany. Bliższe oględziny pokazały też, że zarodki rdzy, które widziałem kilka lat temu, powoli rozszerzały się i zagrażają przyszłości tego samochodu. No i opony również po 7 sezonach są w agonalnym stanie.

Trzeba przyznać. Ze względu na to, że ten samochód nie jest ze mną na co dzień, to jest nieco zaniedbany. Utrzymanie dwóch samochodów (nie mając ich jednocześnie przy sobie – vide życie na dwa miasta) w dobrym stanie jest cholernie trudne.

Czy mam do siebie żal? Nie. Za każdym razem dokonywałem wyborów. Skupienie na rodzinie. Skupienie na karierze. Skupienie na dniu bieżącym… I te wybory skutkowały tym, że mój ukochany samochód nie dostawał wystarczająco dużo opieki.

Jak w rodzinie. Nawet najbardziej ukochana osoba czasami schodzi na dalszy plan.

Ale w zeszłym tygodniu podjąłem decyzję. Walczę o nasze dobre relacje. W końcu jestem to jej winny. Tej małej włoszce.

fiat barchetta riviera front fiat barchetta riviera back

Nowe opony zamówione. Przyszły i pachną świeżością. Mechanik dobiera nowy wydech. Blacharz umówiony na oglądanie podwozia. Nie spieszymy się ale działamy. Dzieje się dużo. Nie zapominamy o sobie.

I ja wiem, że moja Barchetta jeszcze się mi odwdzięczy.

 

PS. Bo jak śpiewał pewien zespół “proza życia to samochodów kat“… czy jakoś tak. Ale zawsze jest jeszcze chwila na odbudowanie relacji.

  • Ja nie potrafię się rozstawać z moimi samochodami ;) Zrobiłem to tylko raz i na razie ostatni. Nie zapowiada się żebym miał cokolwiek zmieniać. Dobre jest u mnie to że betka stoi w garażu i w sumie dość często jak jadę to od razu w trasę rzędu 500-700km. Szkaradka stoi pod blokiem ale jeżdżę ją na zmianę fiacikiem więc nie jest zastana. A kiedy ktoś z bliskich znajomych potrzebuje zastępczaka bo akurat ma coś na dłużej unieruchamiającego do zrobienia, bez problemu pożyczam. Wszyscy są szczęśliwi :)

    • Masz nerwy tak pożyczać. Ja to bym jednak chyba nie mógł na dłużej niż 2 godzinki:)

      • Nie stresuje się bo jednak:
        – Szkaradę lubię bardzo, ale nie jest wiele warta

        – Niestety muszę się oswajać z myślą jej sprzedaży bo jeśli będzie zmiana na jakiegoś super klasyka to właśnie w jej “slot”
        – Jak oddaję ją to w ręce osoby którą znam i wiem jak będzie eksploatowana ;)