„Wyścig”… czyli tęsknota za bohaterami

Dziś premierę ma „Wyścig” (en „Rush”) w reżyserii Rona Howarda. Szedłem na seans z wielkimi oczekiwaniami gdyż historia, którą ukazuje jest bardzo… filmowa. Jest niczym definicja rywalizacji: emocjonalny playboy Brytyjczyk przeciw chłodno kalkulującemu Austriakowi; McLaren przeciw Ferrari; James Hunt versus Niki Lauda.

Rush-film

Czy się zawiodłem? Nie! To jeden z najlepszych filmów tego roku. Historia jest tak ciekawa, że łapiesz się w trakcie oglądania na tym, że nie możesz uwierzyć, iż jest oparta na faktach. Splot wydarzeń wydaje się ułożony tak misternie, że powątpiewamy iż mógł tak się potoczyć.

Fabuła jest bardzo prosta: dwóch kierowców rywalizujących na polu wyścigów. Na pozór zupełnie odmienni, jednak mający taki cam cel: być lepszym od drugiego i wygrać. Obserwujemy ich drogę od pierwszego spotkania na Formule 3. do pojedynków w wielkiej Formuły 1. Wyścigów, które wymagają zaryzykowania własnym życiem dla wyniku. Wokół tego ryzyka jest zbudowany cały film. Widzimy sceny gdzie kierowcy przesuwają granice do której są w stanie się posunąć – co w efekcie prowadzi do wypadku jednego z bohaterów. Wszystko to podlane pożółkłym klimatem lat 70.: stare logotypy, piękne bolidy, emocje wiążące się ze ściganiem – wszystko to czego my w większości nie mamy już szans pamiętać.

Z drugiej strony mamy naturalistycznie sceny gdzie pokazane jest leczenie Laudy po wypadku. Przedstawione tak dosadnie, że dziewczyna parę krzeseł ode mnie zemdlała w trakcie seansu. Dlatego osoby o słabszych żołądkach proszone są o nie zabieranie ze sobą popcornu na seans:)

james-hunt-niki-lauda-po-wypadku-zdjecie

Wychodząc z kina odczuwamy tęskontę za „lepszymi czasami”. Za zaciekłością w osiąganiu swoich marzeń. Za bohaterskim porzuceniem wszystkiego w celu osiągnięcia swojego grala – tytułu mistrza świata.

Narzekać można, że obecnie F1 nie przynosi tyle emocji. Wszystko jest zmierzone, obliczone i zaplanowane. Historia w „Wyścigu” to dokładna odwrotność – mieszanka szczęścia, talentu i mechaniki. „Tamta” Formuła miała bohaterów, którzy poświęcili jej swoje życie. Jest niczym James Hunt. Dzisiejsza jest zbliżona do wyobrażenia (przynajmniej tego filmowego) Nikiego Laudy. Za doprowadzenie tego wyobrażenia do rzeczywistości zapłacił słono. Dosłownie oddał za to część siebie.

 

  • marko91

    hej, film jest naprawdę dobry i w 100% godny polecenia. Rywalizacja pomiędzy dwoma bohaterami jest ukazana w bardzo ciekawy i rzadko spotykany sposób. Nie ma podział na dobrego któremu wszyscy kibicują i na złego któremu każdy życzy jak najgorzej. Przyznam że długo szukałem na internecie gdzie mogę go obejrzeć w rozsądnej jakości(nie kinówka), ale po całym wieczorze poszukiwań okazało się, że najciemniej jest pod latarnią- PlayWatch :D Łapcie i nie dziękujcie xD

    http://playwatch.pl/6071960ebe/c50a0e36c3