Idą święta

Godzina 18. Na zewnątrz jest już ciemno. Podjeżdżam na parking przy jednym z centrów handlowych.

Widzę jak zbliża się do mnie szybko młody gość. Dwadzieścia sześć lub dwadzieścia osiem lat. Ewidentnie idzie do mojego samochodu. Wokoło nikogo nie ma.

Adrenalina zaczyna krążyć po organiźmie. Umysł zaczyna pracować na wysokich obrotach.

Zajechałem mu drogę?
Może lepiej od razu przejechać gdzieś indziej?
Może tylko idzie do swojego samochodu, który jest obok?
Tysiąc opcji w pięć sekund przewija się przez moją głowę.

Pukanie w szybę. Uchylam ją na kilka centymetrów.
– Cześć, mam głupią sprawę. Odwlekałem od rana zatankowanie i teraz samochód mi nie odpalił na oparach. Masz pożyczyć dychę żebym podskoczył na stację i zatankował?

Sięgam do kieszeni. Zawsze jest tam kilka złotówek, banknot i wizytówki. Wręczam z uśmiechem 20 złotych oraz wizytówkę.

Zamieniamy kilka zdań. Okazuje się, że facet od pół godziny krąży po parkingu. Wszyscy albo nie chcą z nim zamienić zdania albo twierdzą, że mają przy sobie tylko kartę płatniczą.

Świat stał się tak nowoczesny, że banknot stał się towarem deficytowym. Tak samo zresztą jak zainteresowanie obcą osobą.

Żegnamy się. Każdy rusza w swoim kierunku. Po kilku krokach słyszę jeszcze „Wesołych świąt”. Pomimo chłodu robi mi się ciepło.

W końcu idą święta.

parking

  • Tak trzymać :)

  • Po przeczytaniu od razu przypomniała mi się pewna sytuacja jakiej byłem uczestnikiem. Pozwól, że przytoczę ją tutaj.
    Parking podziemny jednego z centrów handlowych. Podchodzi do mnie gość z linką holownicza i pyta czy bym go nie podholował kawałek bo akumulator mu pada. Facet mówi, że przed chwilą ktoś obiecał pomóc, ale jak miał cofnąć bliżej jego samochodu to po prostu sobie pojechał. Szybko zerknąłem na samochód z padniętym aku i dojrzałem małą dziewczynkę na tylnej kanapie w nosidełku. Pomyślałem sobie o tym, że jak można być tak bardzo frajerem, by nie pomóc facetowi, który przyjechał na zakupy z małym dzieckiem. Pewnie musiał mieć jakiś ważny powód, aby wybrać się do Centrum Handlowego z tak małym szkrabem. Niestety na tę chwilę nie posiadałem ucha holowniczego do siebie, aby móc go podholować. Ale wpadłem na inny pomysł. Postanowiłem, że zwyczajnie faceta podepchnę kawałek, bo jeśli rozrusznik jeszcze kręci to może jeszcze zaskoczyć na pych. No więc odłożyłem płaszcz ( była to ubiegłoroczna zima ) i pchnąłem faceta kilka naście metrów. Silnik zaskoczył, a facet dziękował mi niemal ze łzami w oczach, ścisnął mi dłoń i życzył wszystkiego dobrego.
    Zastanawiające jest to w którym momencie my jako społeczeństwo tak bardzo tracimy zwykłe ludzkie odruchy. Chodzi o to, że takie drobne gesty nie tylko poprawiają nastrój, ale także mogą uratować komuś dzień. Bo przecież nie zbiedniałeś od tych 20 zł, a facetowi uratowałeś dzień/wieczór/cokolwiek. Tak trzymać Peter. Widać, że jeszcze są ludzie, którzy potrafią dać innym trochę dobroci bezinteresownie.