Fabia

Skoda Fabia – czeski pomysł na dobre auto miejskie

Od prezentacji pierwszej generacji Skody Fabii minęło już 17 lat. Był to początek 2000 roku i o prym w rankingach sprzedaży w Polsce walczyła właśnie Skoda Fabia z Fiatem Punto. Po kolejnych pięciu latach sytuacja nie uległa zmianie. O tytuł lidera sprzedaży segmentu B walczyły tym razem Skoda Fabia II i Fiat Grande Punto. Było to starcie niemieckiej technologii z włoską finezją. Warto wspomnieć, że Skoda w tej walce miała znaczną przewagę. Jej głównym atutem była mnogość wersji nadwoziowych. O ile Fiat występował tylko i wyłącznie jako hatchback, to Skoda miała jeszcze nadwozie typu sedan i kombi. Szczególnie to ostatnie podnosiło rankingi sprzedaży. Nie od dzisiaj wiadomo, że firmy dla swoich przedstawicieli handlowych często decydują się na tą właśnie wersje nadwozia.

 

Minęło kolejnych kilka lat. Fiat wprowadził zaledwie kilka kosmetycznych zmian w swoim samochodzie, Skoda zaś oferuje kolejną generacje swojego bestsellera. Będąc w pełni obiektywnym, Włosi w tej walce stoją na przegranej pozycji. Na polskich drogach zdecydowanie częściej spotykamy czeski produkt. Klienci preferują zaś dwie wersje: są to hatchback i oczywiście kombi.

 

Nie licząc nowości w gamie – modeli Kodiaq i Karoq, Skoda opiera swoją sprzedaż na dwóch samochodach. Są to Octavia i właśnie Fabia. Zachęcony pozytywnymi opiniami klientów, postanowiłem przekonać się w czym tkwi fenomen małej Czeszki. I w piątek rano, pod oknami mojego bloku zaparkowała nowa Skoda Fabia hatchback z silnikiem 1,2 TSI i z automatyczną skrzynią biegów – DSG.

Wnikliwie analizując rankingi sprzedaży w Polsce dochodzę do kilku ważnych wniosków. Polacy kochają niemieckie samochody, a dodatku wierzą w stereotypy. Odkąd Skoda trafiła w ręce Volkswagena, jej sprzedaż diametralnie wzrosła. U nas dalej panuje przekonanie, że kupując Skodę otrzymujemy nieco tańszego Golfa, Passata czy Polo. Rozsądnie skalkulowana cena to jedno. I nie uważam, że tylko ona jest gwarancją sukcesu. Dlatego też poddałem Fabie wnikliwej ocenie.

 

Skoda Fabia III została pierwszy raz pokazana w Paryżu w 2014 roku. Model oparty jest na płycie podłogowej PQ25, którą dzieli m.in. z Audi A1, Skodą Rapid, Seatem Ibiza czy Volkswagenem Polo. Od tej pory samochody Skody to pojazdy mające swój styl. Ta nowa linia stylistyczna Skody bardzo mi przypadła do gustu. Bez wątpienia nie są już nudnym autem, lecz takim, które przyciąga również wzrok. Daleko jest jeszcze do finezji włoskich stylistów, ale zmiana jest zauważalna gołym okiem. Za projekt Fabii III generacji odpowiada Jozef Kabań. Były szef projektantów m.in. Audi wraz ze swoim zespołem wykonał kawał dobrej pracy. Patrząc na przód auta zobaczymy z pozoru zwykłą Skodę. Dobrze znany grill z chromowanym elementami dobrze komponuje się z prostymi reflektorami. Te z kolei kryją w sobie światła do jazdy dziennej typu Led. Od górnego ranku świateł przez cały bok samochodu biegnie charakterystyczne przetłoczenie. To niby taki drobny element, a sprawia, że nadwozie przestaje być proste, pudełkowate. Patrząc na Fabie od tyłu odkrywany, że przetłoczenie o którym pisze, nie kończy się na światłach tylnych, lecz wprost w nie wpada. Całe to załamanie przebiega więc również przez klapę bagażnika. Klapa nie jest płaska, a przy tym nie sprawia wrażenia topornej. Projektant dołożył zaledwie kilka kresek, a powstały efekt jest fenomenalny.  Dbałość o detale to chyba największe zaskoczenie w tym z pozoru niemieckim samochodzie. Efekt końcowy jest naprawdę zadowalający. Kształt pojazdu przecież nie uległ większej zmianie. Na całokształt oprócz wspomnianych przetłoczeń  wpływ mają również inne modyfikacje. Finalny efekt uzyskano przez obniżenie (o 31 mm) i poszerzeni (90 mm) nadwozia. Egzemplarz, który otrzymałem charakteryzował się krwisto czerwonym lakierem przełamanym czarnymi dodatkami elementami (czarnych dach, grill przedni, lusterka i felgi). Całość sprawiła, że mamy w końcu projekt, który nie musi się podobać każdemu, ale za to ma swój własny, niepowtarzalny styl. Jest elegancki, a zarazem sportowy. Przy punkcie projekt nadwozia stawiam duży plus.

Przyszła pora na wrażenia z wnętrza. Nie wyobrażacie sobie jakie było moje zaskoczenie po zajęciu miejsca za kierownica. Porównania do drugiej, a tym bardziej pierwszej generacji modelu nie mają większego sensu. Wystarczy cofnąć się tylko kilka lat wstecz i przypomnieć deskę rozdzielczą z II generacji modelu. Drodzy użytkownicy tego samochodu, nie obraźcie się -wyglądała ona strasznie. Jakością materiałów, spasowaniem, a przede wszystkim pomysłem na jej projekt bliżej jej było do starych samochodów, niż tych na nowo wchodzących do salonów sprzedaży. Deska rozdzielcza testowanej Fabii jest estetyczna. Może dla mężczyzn nie budzi emocji niczym hitowe spotkania Realu Madryt z FC Barceloną, ale jej projekt jest kolejnym krokiem w przód. Z pozoru proste linie, wszystkie pokrętła w zasięgu wzroku i mamy projekt idealny. Ale czy na pewno? Wystarczy spojrzeć na projekty bliźniaczych modeli z pod znaku Seata czy Volkswagen by zrozumieć, że nie. To czego brakuje to drobnego akcentu, małego detalu który wyróżniałby Skodę na tle niemieckiego kuzynostwa. W piłkarskim świecie projekt deski Fabii III można porównać do angielskiej drużyny Arsenalu Londyn. Niby ma wszystko co potrzeba, niby każdy element ze sobą współgra, a do zdobycia mistrzostwa brakuje niewiele – bo brakuje polotu i radości z gry. Mistrzostwo osiągnięto za to w innej dziedzinie. Z pozoru zwykła Fabia z nieco mocniejszym niż standardowy silnikiem a fotele fenomenalne jak w dobrym, sportowym aucie. Już sam ich wygląd zdaje się głośno krzyczeć – to jest twoje miejsce. Są połączeniem komfortu z odpowiednią dozą sztywności. Trzymanie boczne, podparcie ud stoją na najwyższym poziomie. Do tego bardzo łatwo znaleźć wygodną pozycje. To spory plus Fabii. Przy tylu komplementach brak regulacji zagłówka pozostaje błahostką. Skoro cały czas pozostajemy przy wnętrzu auta, może warto zwrócić uwagę na łatwość obsługi. Każdy użytkownik samochodu z grupy Volkswagena w ciemno powie, że obsługa urządzeń jest tu dziecinnie prosta. Wielu z nich dałoby sobie rękę uciąć, że przeciętny znawca branży motoryzacyjnej nie będzie miał z obsługą żadnych kłopotów. I sęk w tym, że niestety nie mają racji. O dziwo najwięcej problemów z obsługą nie nastręcza zestaw audio, czy bogaty w różnego rodzaju funkcje komputer pokładowy, a tempomat. Dawno nie spotkałem tak trudnego w obsłudze elementu wyposażenia (w klasyfikacji na najtrudniejszy w obsłudze tempomat stawiam Fabie na równi z Peugeot Traveller).

Cieszy wysoki poziom wyposażenia seryjnego. Skoda ma tu dużą przewagę nad konkurencją z własnego podwórka. Jeszcze teraz słyszymy żarty typu – „w tej cenie mam gołe Polo, ale to zawsze Volkswagen”.  W Fabii jest wprost przeciwnie. Mój egzemplarz wyposażony był we wszystko, co niezbędne kierowcy do codziennej eksploatacji, a nawet o wiele więcej. Duży ciepło krystaliczny ekran na środku deski rozdzielczej to całe centrum multimedialne samochodu. Z tego poziomu obsługujemy radio, telefon i zewnętrzne nośniki, jak choćby USB. Ekran jest czytelny, a w dodatku szybko reaguje na dotyk. Z dodatków, które mogą się jeszcze spodobać to kamera cofania. Jej obraz zajmuje cały ekran. To przydatny dodatek do czujników parkowania. To czego nie widzimy w lusterkach, schowane za klapą, bagażnika zobaczymy na ekranie.

Wielu Polaków nadal uznaje wyższość niemieckiej motoryzacji nad każda inną. To tylko jeden z elementów, który sprawia, że Fabia jest ich częstym wyborem. Nowa linia nadwozia w końcu wpływa na zmysł wzroku. Nie zapominajmy o wrażeniach z jazdy. To właśnie ten punkt dla niektórych z nas jest najważniejszy. Inżynierowie Skody chwalą się obniżoną masą pojazdu w porównaniu do poprzednika. 90 kg mniej sprawia, że nowej Fabii nie możemy posądzić o nadwagę. Ale przecież to dalej ta sama płyta podłogowa co w poprzedniczce. Czy aby ta deklaracja o diecie małej Skody nie była tylko chwytem marketingowym? Porównując parametry techniczne nie sposób nie zauważyć istotnej zmiany. Za to samo prowadzenie auta jest o wiele lepsze. Nowe elektrohydrauliczne wspomaganie kierownicy daje poczucie lepszej kontroli nad przednią osią. Całość w połączeniu z dobrze zestrojonym, a jednocześnie bardzo komfortowym zawieszeniem daje poczucie bezpieczeństwa. Dobrze tłumiące nierówności zawieszenie, uczucie komfortu podczas podróży ma też swoją ciemną stronę. Podczas szybkiego wejścia w zakręt samochód nieprzyjemnie się przechyla. Szybkie ruchy kierownicą potęgują to wrażenie. Czuje pewne rozczarowanie. Samochód poprawiony w wielu elementach, a prowadzenie w przy znacznych prędkościach pozostawia nieprzyjemne wrażenie. Zaraz, zaraz. Przecież Fabia w testowanej odmianie to nie rasowe GTI, to auto nawet nie aspiruje do miana sportowego. Dla wielu to codzienny środek transportu. To wygodne „dobro”, które ma przewieźć nas z punktu A do punktu B.

Skoda Fabia 1.2 TSi 110 KM to samochód klasy B. Dawniej auto miejskie. I tutaj sprawdzi się idealnie. Stawiające w słabym świetle nasz kraj drogi pełne dziur i kolein, nie przyprawią kierowcy o ból kręgosłupa. Nie stracimy też swojej wypłaty na wizytę u dentysty w celu wstawienia sobie nowych szklanych zębów. Jest bardzo miło i pewnie, ale pod warunkiem, że nie odkryjemy u siebie żyłki sportowca. Fabię III generacji z czystym sumieniem mogę polecić wielu osobom. Przemawia za nią nie tylko niemiecka technologia, dobre wyposażenia czy konkurencyjna cena, ale w końcu również przyciągający design, którego do tej pory tak brakowało czeskim samochodom niemieckiego koncernu.

Tekst i zdjęcia: Paweł Oblizajek