Tce

Renault Captur – bliski ideału.

Czy nam się to podoba, czy też nie, współczesna motoryzacja jest obecnie w głębokim kryzysie. Odwołane targi, przełożone premiery – to tylko niektóre z konsekwencji wywołanych pandemią koronawirusa. Pomimo wielu niepokojących wpisów w prasie dotyczących kondycji Renault mam wrażenie, że radzi on sobie bardzo dobrze. Wystarczy wspomnieć o niedawno testowanym modelu Clio, planowanym liftingu modelu Espace, by odnieść wrażenie, że po prostu nie może aż być źle jak to przedstawia prasa. Kolejnym dowodem potwierdzającym te słowa jest bohater ostatniego testu. Renault Captur – to dowód em na to, że Francuzi nie rezygnują z walki o klienta nawet w tym trudnym czasie. Na tym nie koniec zapowiadanych nowości. Już wkrótce do oferty Renault trafi prawdziwa hybryda.

Analizując historię modelu warto wspomnieć, że pierwsza generacja modelu Captur zadebiutowała w 2013 roku. Po przeszło sześciu latach od tej premiery do salonów sprzedaży trafiła jego druga generacja.

Wstyd się do tego przyznać, ale na samym początku testu Renault Captur znajdował się u mnie na straconej pozycji. Powiem więcej – na długiej liście samochodów, które chciałbym mieć, zajmował bardzo odległa lokatę. Nie zmieniły tego nawet informacje z broszury i przedstawiające moc silnika, która wynosiła 155 KM czy automatyczna skrzynia biegów. Captur w dalszym ciągu kojarzył mi się z samochodem dla statecznego emeryta.  Sami przyznajcie – czy decydując się na nowy samochód wybralibyście sztucznie podwyższone auto? W dalszym ciągu wydaje się, że crossovery to tylko moda, która wkrótce przeminie. Nie przekonuje mnie też fakt, że wygodniej się do niego wsiada. Jestem młody, nic mi nie dolega więc po co. Argument o lepszej widoczności za kierownicą również przemilczę. Reasumując – niemal każda młoda osoba wybrałaby inne auto. Byłby to samochód kipiący mocą i z łatwością pokonujący nawet najbardziej ostre zakręty. Jednym słowem – byłby to samochód sportowy. I nie ma znaczenia czy byłaby to sportowa limuzyna, czy rodzinne kombi z mocnym silnikiem. Przecież każdy z tych samochodów z łatwością wygrywa porównanie z przereklamowanym crossoverem. A jak zależy nam na możliwościach jazdy w trudnym terenie to poszukajmy prawdziwej terenówki. Są marki, które specjalizują się w tego typu samochodach. Niestety, prawda jest z goła inna. O tym jak bardzo się myliłem, przekonałem się dopiero podczas kilkudniowego, bardzo intensywnego testu.

Nie będę pisał, że samochód w porównaniu z poprzednikiem przeszedł gruntowną metamorfozę. To sami widzicie. Nowy wygląd sprawił, że Captur w końcu nabrał charakteru i przestał być anonimowym graczem w swoim segmencie. Na mnie najlepsze wrażenie zrobiła dynamiczna linia boczna. W masywne nadkola idealnie wkomponowano ogromne koła z ciekawym wzorem felg. To w połączeniu z zmniejszającymi się ku tyłowi oknami oraz z zachodzącymi na na tylne błotniki lampami wręcz musi się podobać. Przód pojazdu podobny jest do mniejszego Clio, tył zaś można uznać za lekko kontrowersyjny.

Przyszła pora na wnętrze. Każdy kto oczekiwał czegoś zupełnie nowego czy szalonego, przeżyje rozczarowanie. Kokpit w całości został przejęty z modelu Clio. Identyczna kierownica, identyczne rozmieszczenie przycisków, czy nawet identyczny zestaw wskaźników. Naprawdę trudno znaleźć tu jakieś różnice. Po dłuższej chwili poszukiwań udało mi się znaleźć jeden szczegół.  Wbrew pozorom nie został on jakoś ukryty, a wręcz powinien rzucić się w oczy. To dźwignia zmiany biegów, która tym razem została umieszczona na lekko wysuniętej półeczce, po którą znalazło się  idealne miejsce na średniej wielkości portfel lub smartfon. To tyle z nowości. Resztę bardzo dobrze znamy z Clio. Trudno wypominać tu oszczędności przy projektowaniu, bo tak naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Jakość użytych materiałów stoi na wysokim poziomie. Do sposobu ich spasowania na ten moment też nie mam uwag. Na słowa uznania zasługują również spore kieszenie w bocznych drzwiach, które mają specjalnie wyprofilowane miejsce na butelkę. Innym ciekawym rozwiązaniem, które znajdziemy w nowym wcieleniu Renault Captur to schowek przed fotelem pasażera. Nie jest on otwierany jak w większości produkowanych modeli, ale wysuwany do przodu. To wbrew pozorom spore ułatwienie, które umożliwia szybkie odnalezienie poszukiwanego przedmiotu.

To co udało się projektantom w przypadku Clio, udało się również przy okazji nowej generacji Renault Captur. Chociaż wymiary zewnętrzne również tego nie pokazują i samochód w dalszym ciągu zalicza się do grupy mniejszych crossoverów, to we wnętrzu jest naprawdę dużo miejsca. Olbrzymie wrażenie zrobił na mnie tylny rząd siedzeń. Wygodna, dobrze wyprofilowana kanapa bez trudu pomieści trójkę pasażerów. Za potwierdzenie tych słów niech posłuży przykład przejazdu Renault Captur z trójką pasażerów z tyłu, w tym z jednym dzieckiem siedzącym w mocno rozbudowanym foteliku. Co więcej można śmiało powiedzieć, że Captur pod względem przestrzeni wewnątrz jest w pewnym stopniu elastyczny. To zasługa przesuwanej tylnej kanapy. Gdy chcemy mieć więcej przestrzeni na nogi, przesuwamy ją maksymalnie do tylu. Gdy zależy nam z kolei na większej przestrzeni bagażowej, przesuwamy kanapę w stronę przednich foteli. To proste rozwiązanie, które można znaleźć już u innych producentów z powrotem wraca do łask. Dzięki niemu możemy liczyć na zdecydowanie większą funkcjonalność naszego auta. W tym momencie brak możliwości dzielenia tylnej kanapy przestaje już mieć znaczenie. Nie bez znaczenia jest za to pojemność bagażnika, która wynosi 536 l przy maksymalnie przesuniętej do przodu kanapie. To wynik, którego nie są w stanie osiągnąć niektóre samochody typu kombi.

Skoro piszę już o udogodnieniach dla pasażerów podróżujących Renault Captur warto wspomnieć o jeszcze jednym wyjątkowym elemencie wyposażenia. To tylny nawiew powietrza w który wbudowano dwa złączą do ładowania przez USB oraz gniazdo zapalniczki. Mając odpowiednia przejściówkę możemy zyskać nawet trzy gniazda do ładowania urządzeń mobilnych typu tablet, komputer czy telefon komórkowy.

Pod względem wyposażenia Renault Captur ma naprawdę sporo do zaoferowania. By opisać wszystko co znajduje się w najwyższej wersji wyposażeniowej, którą miałem przyjemność testować potrzeba naprawdę sporo czasu. Z elementów, które wydają mi się niezbędne w aucie tej klasy to czujniki parkowania wspomagane przez tylną kamerę , ledowe światła oraz czujnika martwego pola w lusterkach.  Podgrzewanie przednich foteli, asystent toru jazdy czy asystent nagłego hamowania to tylko gadżety, które mają ułatwić kierowcy jazdę.  Dla mnie korzystając z tych elementów zabijamy całą radość z jazdy. Samochód staje się w ten sposób bardziej autonomiczny.

To co tak naprawdę wyróżnia Renault Captur na tle konkurencji to niebywała radość z jazdy. Oczywiście porównania z prawdziwie sportowymi samochodami nie mają najmniejszego sensu. Pozostańmy jednak przy nieco podwyższonych autach typu crossover. Wydawać by się mogło, że każdy ostry zakręt czy pętla umożliwiająca zjazd z autostrady będzie nas zmuszać znaczne zmniejszenie prędkości. Jednak nic z tego. Captur trzyma się drogi niczym przyklejony. Jego zawieszenie nie jest kompromisem pomiędzy komfortem a trzymaniem drogi. W moim odczuciu Renault zdecydowanie stawia na przyjemność z jazdy.  Przy tak dobrym trzymaniu się asfaltu, aż żal, że układ kierowniczy pracuje nieco za lekko. Przy wyższych prędkościach nie daje on wystarczająco dużo informacji co dzieje się w przednią osią. Zaskakująco dobrze radzi sobie także układ hamulcowy. W tym przypadku inżynierom francuskiego producenta należy się mały minus. W aucie tej klasy, za takie pieniądze, hamulce bębnowe to wstyd. Niestety takie właśnie hamulce znajdziemy na tylnej osi Renault Captur.

Do żwawej, sportowej jazdy jak ulał pasuje jednostka napędowa Renault. Po maską pracuje silnik benzynowy o niezbyt dużej pojemności. Zaskakuje on jednak mocą. Z pojemności 1,3 litra udało się uzyskać aż 155 KM. To w połączeniu z niezbyt wysoką masą własną auta daje kierowcy całkiem sporo sportowych wrażeń. Potęguje je sprawnie działającą skrzynia automatyczna o oznaczeniu EDC. Biegi są zmienianie szybko, z gracją. Dynamiczny start spod świateł czy płynne ruszanie nie robi na niej żadnego wrażenia. Za każdym razem zmienia przełożenia w podobny, niezauważalny sposób. Dla osób niezdecydowanych na to jednostkę argumentem przeważającym może być całkiem niski apetyt na paliwo. Podczas jazdy autostradą spalanie wynosiło około 6,7 l na 100 km/h. Podczas całego testu, który składał się z różnego rodzaju tras Renault Captur zużył średnio 6,3 l na 100 km.

Podczas kilku dni testów Renault Captur zaskoczył mnie nie jeden raz. To kolejny solidny samochód, który zyskuje dopiero przy bliższym poznaniu. Druga generacja modelu ma absolutnie wszystko by stać się bestsellerem. Czy tak się stanie, w dużej mierze zależeć będzie od sytuacji w Europie. Jednego można być pewnym. Brak sukcesu nie będzie porażką wynikającą z błędów czy niezrozumiałych oszczędności. Będzie tylko i aż zbiegiem niefortunnych zdarzeń, na które żaden koncern motoryzacyjny na świecie nie ma wpływu.

Tekst i zdjęcia: Paweł Oblizajek