Test Abarth 500

Peter: Zgodnie z zapowiedzią „Dobieramy się do cudzych”. Pierwszym odważnym, który przekazał nam kluczyki do swojego „maleństwa” jest Marcin, który na co dzień prowadzi agencję ChilloutGroup. Abartha 500 kupił jako używany, ale zadbany egzemplarz.Dla mniej zorientowanych Mike opowie „czym jest Abarth?”.

abart-500-side-esseesse

Mike: Markę Abarth w 1949 roku, założył Carlo Abarth. Co ciekawe, logo ze skorpionem nie powstało dlatego, że samochody z tym znaczkiem kąsają i porażają jadem. Twórca urodził się po prostu pod znakiem skorpiona. Od czasów powstania, firma ta zajmowała się usportowianiem przede wszystkim samochodów marki Fiat, ale i Alfa Romeo czy Simca. Zajmowali się podkręcaniem silników, zmianami w układzie ssącym i wydechowym, a także dodatkami, które nadawały sportowy sznyt od strony wizualnej. Od 1971 roku, Abarth oficjalnie stał się częścią koncernu Fiata. Następnie po różnych perypetiach, marka nie istniała, aż do momentu przełomu, powstania Abartha 500, a to nic innego jak usportowiony Fiat 500 wzbogacony logiem skorpiona, które zostało wskrzeszone przez Fiata w 2007 roku.

Pasują do niego często wybierane biało czerwone pasy choćby z tego względu, że autko produkowane jest w polskiej fabryce Fiata – w Tychach.

Peter: Abarth współcześnie to tak naprawdę próba „usportowienia” dwóch fajnych Fiatów, podana w marketingowym sosie. Prawdziwych starych Abarthów mało kto pamięta, jeszcze mniej osób miało okazję nimi jeździć. Podchodziłem zatem bardzo nieufnie bojąc się, że silnik 1.4 może nie zachwycić, tak jak nie zachwycał osiągami Fiat Stilo Abarth z silnikiem 2.4.
W folderze czy na zdjęciach stojąca przed nami pięćsetka wygląda na szybsze niż wszystko inne na drodze. Na żywo wygląda… Dokładnie tak samo. To jest moje pierwsze zaskoczenie gdy spokojnie obchodzę samochód dookoła.

Mike: Na pierwszy rzut oka wygląda komicznie, jak mały brzdąc mówiący, że jest groźny. Uśmiech, który wywołuje z czasem tylko się poszerza, ale politowanie zastępuje euforia, a z twarzy innych kierowców zmazuje szyderę zostawiając szeroko otwarte z wrażenia oczy.
Dlaczego? 17 calowe felgi, dodatkowa długa lotka, podwójny wydech, obniżone zawieszenie. Silnik seryjnie zestrojony na 135 KM. W takim pierwszą setkę widzimy po 7,9 sekundy, a wskazówka prędkościomierza kończy się na 205 km/h.
Samochód, który dał nam jednak Marcin, to Abarth 500 z pakietem esseesse. Już sama forma podania części zachwyca oczy – drewniana skrzynia przepełniona prezentami.

abart-500-esseesse-engine

Skarby z drewnianej skrzynki podniosły moc do 160 km, ale na tym nasz bohater nie poprzestał. Odrobina magii w komputerze zaowocowała 182 końmi mechanicznymi, co przełożyło się prawdopodobnie na przyspieszenie w okolicy 7 sekund do 100km/h. W odczuciu za kierownicą teraz mamy do czynienia z prawdziwą petardą. Niepozorną, jak niegdyś czarne zabawki na sylwestra z napisem achtung.
Pierwsze co zrobiłem to włączyłem tryb sport za pomocą stylowego guziczka co zaowocowało zwiększeniem oporu wspomagania kierownicy i bardzo mi się to podobało, wyostrzyło reakcję na gaz jednocześnie podnosząc moment obrotowy. W tym samym momencie wyłączyłem też tajemniczy przycisk TTC (torque transfer control), czyli de facto kontrolę trakcji.

Peter: Jazda tym samochodem w pierwszych minutach jest oszałamiająco fajna. Bez trybu sport auto jedzie żwawo i buczy zmuszając innych do oglądnięcia się. W momencie gdy wciśniemy wspomniany tryb, wszystko staje się lepsze… Gaz reaguje szybciej, a kierownica chodzi z przyjemnym oporem. Po godzinie jazdy na zmianę masz wrażenie, że tryb normalny jest zbędny. To sport powinien być oznaczony jako „normal”.

abart-500-interior-wnetrze

Mike: A detale? Spójrz jaka kremowa jest deska rozdzielcza, podwójne zegary, lśniącze guziczki. Jest klasa?

Peter: Jest dobrze, ale wnętrze to w dużej mierze standardowy Fiat. Znajdziemy elementy z innych modeli, w tym kolumnę pod skrzynią biegów, która mi przypomina moją Pandę. Wszystko za to jest wykończone lepiej. Nie jest porównywalna do marek premium, ale jest adekwatna do ceny zakupu tego samochodu. Stylu abartha dodają zegary, których owiewka ma świetne skórzane obszycie, zaś przy kierownicy jest nieproporcjonalnie duży wskaźnik doładowania.
Design jest ważniejszy niż funkcjonalność. O ile w standardowej 500 jest to zrozumiałe – wszak szła drogą Mini, gdzie styl definiuje ten samochód. Tymczasem tutaj detale powodują, że chciałbyś coś zmienić. Na przykład: zegar obrotomierza jest „w środku” prędkościomierza. Mamy w efekcie dwie małe strzałki, które gonią się nawzajem, a aby zobaczyć obroty muszę poświęcić chwilę dłużej niż zwykle. Podobnie wyskalowanie prędkościomierza co 30 km/h, powoduje, że myślisz, że jedziesz 70-tką, gdy na liczniku masz pewnie 15km/h więcej.abart-500-interior-wnetrze-zegary-speedmeter

Mike: Czyli generalnie fajnie, ale.. no właśnie. Ja preferuję bardziej surowy styl, a nie delikatną kobiecość i słodkość wnętrza samochodu. A poza designem co znajdziemy w 500-tce?

Peter: Mało miejsca…

Mike: Mało, ale z przodu są całkiem wygodne fotele, które nieźle trzymają podczas szaleństwa na płycie poślizgowej, na ciasnych łukach, ale jednocześnie są wystarczająco wygodne żeby pojechać w trasę czy korzystać na co dzień. Niestety, dwie dorosłe osoby, z tyłu przeżyłyby hardcore. Jeżeli masz więcej niż my, tj. 176cm wzrostu, nie będziesz mieć kolan, ani głowy. Wystarczająca ilość miejsca na przejechanie do kina z domu, ale dalsza droga będzie po prostu męczarnią. Ale przecież nie w tym celu kupuje się tę zabawkę, prawda Peter?abart-500-front-esseesse-parked

Peter: Owszem, a jeżdżąc kilka godzin tym autem zaczynam coraz bardziej utwierdzać się, że Abarth to nie była tylko czcza gadanina o powrocie do sportowych korzeni. Ten samochód daje się odczuwać bardzo mechanicznie. Dobrze się w nim odnajduję bo wiem jak zareaguje. Jednocześnie jest na tyle nowoczesny i bazuje na współczesnym samochodzie, że nie ma przeciwwskazań aby używać go na co dzień. Nie jest, aż tak „cywilny” jak Peugot 208 GTI, który testowałem w Radomiu. Ale ta doza wymagań jakie stawia kierowcy czyni go samochodem, do którego można się przywiązać.

Mike: Ale byłbyś narwany i kupił małego wariata, który szaleje czy szedłbyś w bardziej ucywilizowanego Peugeota?

Peter: Chyba rozważyłbym coś większego, ale wolnossącego – w sensie silnika. Zastanawiam się czym kierował się pierwszy właściciel. Cena stawiała go już wtedy na tym samym poziomie co używane Subaru Impreza. Mam wrażenie, że to doskonały samochód na pierwsze kroki w ściganiu się na torze. Nadmiar mocy powoduje, że musisz zaczynać myśleć. Nie musisz cały czas „pałować auta” bo jesteś daleko od limitu przyczepności. Tutaj moc jest wystarczająca by łatwo przejść w podsterowność przy dużej prędkości i ciasnym zakręcie. Abarth wymaga planowania działań, odpowiedniego hamowania i odpowiedniego otwierania przepustnicy. Odwdzięcza się wtedy bardzo mocno za odpowiednie traktowanie.
Co więcej to samochód, który przywołuje młodzieńczą radość z jazdy samochodem. Czujesz się jakbyś niedawno odebrał prawo jazdy i mógł wsiąść do „mocniejszej fury”. Przywołuje radość i uśmiech. Nie ma w sobie zimnego wyrachowania, nastawionego na jak najlepszy czas na torze. To raczej auto które prowokuje do zabawy. Za każdym razem gdy wsiądziesz. Przez cały rok.

abart-500-esseesse-trim-tyre-wheel

 

Mike: Też mnie to zastanawia. W tej kategorii cenowej wolałbym dopłacić ok. 10 000 zł i wyjechać z salonu (w tamtych latach) nowiutką Hondą Civic Type-R. Z tym, że tam znajdziesz surowego szatana plującego spalinami i zwijającego asfalt, a nie diabełka, który da prztyczek w nos, ale nie uderzy z pięści.

Peter: Type R jako szatan? Raczej skuteczny wojownik zakrętów. Ale mniej emocjonalny od Abartha, którym teraz jadę.

Mike: Być może chodzi o retro styl? O gadżety i bajery jakie oferuje dodatkowo? Zwróć uwagę na np. opakowanie pakietu esseesse. Cudna drewniana skrzynia. Ale patrz dalej, jeśli jesteś retrofanem i chcesz zaskoczyć znajomych czy ludzi na parkingu, kupujesz stylową narzutę i masz oldskulowego Fiata 500!

pokrowiec-fiat-500-abarth

Peter: To jest ten „sos marketingowy”, którym podlany jest cały projekt. Ale nawet jeżeli to jest zrobione „pod publiczkę” to ja to kupuję. Mało kto ma już tak szeroko przemyślane projekty…

Mike: Czyli kupiłbyś go jako gadżeciarz?

Peter: Tak. Ale nie to jest najważniejsze w tej wersji. Esseesse – zwłaszcza wydłubane – pozwala obyć się z prędkością i mocą. Tak, że robią coraz mniejsze wrażenie na kierowcy. A to dobre preludium do czegoś mocniejszego.

Mike: Jak rzadko, zgadzam się z Tobą. Abarth to mały, niepraktyczny, niewygodny dla pasażerów, głośny samochód z bardzo słabym zestawem audio, ale ma potencjał i nie chce, żebyś go traktował delikatnie. Idealnie na początek bo prowokuje, daje frajdę, ale nie przeraża.

Peter: Po tym teście nabrałem chęci przetestowania Punto Abarth. To większy samochód, dla mnie wizualnie jeden z lepszych samochodów jaki kiedykolwiek powstał. Podobny silnik powinien gorzej radzić sobie z większym samochodem. Ktoś chętny pozwoli nam dobrać się do jego „kropki”?

abart-500-front-esseesse-photo

 

 

  • ryuk

    Fajny dialog test. Dobrze się czytało.

    Ale TTC to nie kontrola trakcji tylko odpowiednik szpery.

    • Peter

      Dzięki!

      Jeżeli chodzi o TTC to, zacytujemy właściciela, z którym dyskusja rozwinęła się na Facebooku:
      „Ten egzemplarz jest wyjątkowy, dysponuje mocą do 212 KM (teraz 182 – na zimę). Normalne funkcjonowanie TTC jest niemożliwe przy takiej mocy (system obliczony na 158KM), dlateogo tutaj przyjmuje inną funkcję – blokada szpery poprzez „przyhamowanie” oraz brak TC.”

  • Słyszeć można opinie że samochód nadaje się dla świeżego kierowcy, jako pierwsze auto. Dobre oceny, osiągi – + dla Fiata

    • zwykła 500 na początek – zdecydowanie. Ja zaraz po zrobieniu prawka, dużo jeździłem podobną wielkościowo Pandą.

      A Abarth – zabije na drodze… za mocny (w tej wersji, którą jeździliśmy)