To nie są dobre czasy na zakup samochodu

Ale może to ostatni dzwonek…

Jeżeli zastanowicie się nad ofertą samochodów obecnie to mamy festiwal luksusu i konkurs piękności.

Nagle okazuje się, że samochody z segmentu B i C są dostępne z wyposażeniem, które dekadę lub dwie temu zarezerwowane było dla tych z wyższych segmentów lub wręcz luksusowych. Możemy mieć fajnego hatchbacka, który opcjami dodatkowymi nie będzie wiele ustępował dobrej limuzynie. Nawigacje, rozbudowane systemy multimedialne, systemy kół skrętnych, mocne silniki, systemy bezpieczeństwa… Długo by wymieniać.

Do tego producenci faktycznie starają się mocno nas zauroczyć designem. Zawsze znajdzie się ktoś kto będzie odstawał ale przeglądając samochody segmentu C trudno wskazać brzydala. Ba! Trudno wskazać samochód, który jest bez choćby jednego ciekawego elementu stylistycznego. Od około piętnastu lat po prostu mamy coraz ładniejsze samochody.

OK. Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Unia narzuca producentom samochodów coraz bardziej restrykcyjne normy. To proces rozłożony w czasie, który napędza spiralę kłamstw. W efekcie mamy coraz to nowsze afery dotyczące prawdziwego spalania samochodów. I mówienie o chęciach i dążeniu do byciu ekologicznym podczas gdy po prostu nie ma się wyjścia.

A my – użytkownicy – wymagamy mocy kilka lat temu zarezerwowanej dla najmocniejszych zawodników. I mamy. Zaturbione trzycylindrowce o pojemności 1 litra.

Zakup samochodu z mocną dwulitrówką oznacza coraz częściej zakup najbardziej topowej wersji. Ba! Często wybór kończy się na pojemności 1.6. A gdzieś podświadomie chciałbym móc wybrać wolnossące 2 litry. Dość mocne by jeździć swobodnie, bez sięgania po 300 koni pędzonych turbiną.

Dodatkowo mam wrażenie, że rynek dąży coraz bardziej do tworzenia samochodów jednorazowych. Takich, które przetrwają pierwsze 5-6 lat. A potem zaczną się sypać.

Ja rozumiem, że to napędza sprzedaż. Jednak chciałbym mieć świadomość, że lakiery będą trwałe. Lampy nie będą szybko matowieć. Silniki, skrzynie biegów i zawieszenia będą trwałe. A zewsząd płyną do mnie opinie właścicieli, którzy potwierdzają, że jest dokładnie odwrotnie. A to znaczy, że ktoś próbuje wmówić kupującym, że robią zakup na lata, a  potem nagle zapominają o tej obietnicy.

No i obowiązkowe systemy takie jak niewyłączalne ESP czy miernik ciśnienia w oponach. W pierwszym wypadku chciałbym móc wybrać. W drugim konstrukcja może powodować dodatkowe koszty przy wymianach.

No i ten cholerny Start/Stop, który trzeba dezaktywować za każdym razem gdy wsiadamy. Niech ich szlag!

Cóż, mamy czasy gdy nie jest łatwo kupić w miarę mocny samochód, który jest wysokiej jakości i bez wszystkich dodatków. Jednak…

 

Są wciąż modele, które mają mocne silniki bez turbo (dzięki Ci Mazdo!). Są firmy, które pozostawiają przycisk do ogłupienia ESP.  I może nawet jest kilka modeli, które będą trwałe (wiele nadziei pokładam w Peugeocie).

 


 

Ale to i tak wszytko jest nieważne. Bo może zaraz, w perspektywie 10 lat, wszystko będzie autonomiczne. I wozić będą nas szoferzy w postaci komputerów pokładowych. I moje wszystkie problemy znikną.

Tak samo jak samochody dla kierowców.

  • KGalik

    Oj tak. Wku*wiające, bo irytującym tego nazwać nie mogę, pomysły typu start/stop, które tak pięknie obniżają wytrzymałość rozrusznika, akumulatora, silnika oraz turbo, to jakiś chory żart.
    Podobnie wszystkie filtry cząstek stałych, aby tylko diesel mógł być chociaż trochę eko…
    Psychicznie nie jestem gotowy na nowsze samochody. Mnogość bzdur, które łatwo wysiadają, albo wręcz powodują szybsze zużycie podstawowych podzespołów to jakaś bzdura dzisiejszych czasów.

    Ale karoserie mniej rdzewieją… bo są z plastiku (uchwyty pękają same po kilku latach). :)

    Jedyny plus to spalanie, bo nowe autka rzeczywiście mało palą, ale mówiąc szczerze nie jest to ani trochę ekologiczne, jeśli wziąć pod uwagę, że wytrzymują mniej więcej 1/3 tego co swoi przodkowie.

    200tys w małym czy dużym TFSI i można liczyć na problemy. 1.6THP podobnie…
    Ostatnio widziałem całkiem świeżą Mazdę 6 II generacji, która rozpuszczała za sobą piękną czarną zasłonę dymną niczym passerini, które zrobiło pół miliona. :)
    Taki tam ekologiczny diesel. :)

    O wrażeniach z jazdy nowszymi autami już nawet nie wspominam, bo szkoda słów…

    • Z drugiej strony ile jeszcze będą jeździć nasze stare samochody. Czas leci nieubłaganie:)

      Co do wrażeń z jazdy nie mogę się zgodzić. Samochody średniej klasy nawet 20 lat temu były bez polotu w prowadzeniu (nawet chyba bardziej).

      Natomiast kupić nowy trzeba bo po prostu potrzebuję chwili wytchnienia w dokładaniu do samochodów (10 i 16 lat).

      • KGalik

        Powiem szczerze, że przesiadając się z mojej dzielnej 306tki do VW Polo z ’11r, Peugeota 308SW z ’08r. czy 5008 z ’11r. albo Passata bodaj też z ’11 to tracę wszelkie poczucie co się dzieje z tą przednią ośką. Małe ruchy kierownicą – auto jedzie nadal prosto, zerwania przyczepności nie czuć (dopiero kontrolka ESP w Polo mi uświadomiła, że było ślisko).
        Chociaż podobne wrażenie miałem w Golfie III, więc może po prostu większość sobie go przyjęła za wzór…
        Nawet Lancer z ’11r. był dosyć drętwy, co mnie przeraziło.

        Te auta izolują kierowcę od tego co się dzieje z podwoziem.
        Można to nazywać komfortem, bo to rzeczywiście wygoda, gdy samochód się praktycznie sam prowadzi, ale jak dla mnie to odebranie podstawowej przyjemności z prowadzenia, co absolutnie dyskwalifikuje u mnie nowoczesne konstrukcje.

        Może też być tak, że to ja jestem zwyczajnie dziwny… :)
        Albo to przyzwyczajenie do odczuwania pracy podwozia z dwóch kółek, albo też może być to, co Clarkson mówił o zawieszeniu w 306…

        PS. Naprawdę myślisz, że do nowego nie będziesz dokładał? :)

        • Będę dokładał. Ale mam wywalone przez X lat gwarancji.

          I chcę nowe auto bo mi się cholernie podoba, a mój budżet na to stać:)

          Natomiast kwestia prowadzenia samochodu z elektrycznym wspomaganiem – fakt, jest drętwo. Ale to tez kwestia modelu. Na przykład taki malutki Mitsubishi Space Star (za którego napisanie testu nie mogę się zabrać) to był szalony mały wariat i dawał 100% informacji z podwozia!