Wgniecenie bez winnego

Jednak najbardziej boli wtedr gdy jeździsz cały dzień samochodem i nie jesteś świadom tego, że coś nie gra. A na koniec dnia, gdy wysiadasz z samochodu, dociera do ciebie…

„O kurwa ale wgniecenie!”

Dokładnie takie zdanie ciśnie się na usta gdy zobaczycie, że ktoś wjechał Wam w samochód i nie byliście przy tym. Samochód zaparkowany kilkanaście razy w różnych miejscach w całym mieście. Nie jesteś w stanie dojść do tego kiedy i kto zrobił szkodę.

Trochę inaczej jest gdy ktoś w Was wjedzie lub cofniecie w kogoś na parkingu. Cała nerwówka jest ukierunkowana wtedy albo na Was samych albo na winowajcy. Chwilowy wybuch złości i uspokojenie.

Ale gdy ktoś „robi bubę” i odjeżdża bez nawet wizytówki czy karteczki za wycieraczką. Chamsko smutne. Nie ma nawet na kogo się zdenerwować. Bezsilność w takiej sytuacji jest wszechogarniająca. Agresja zaś akumuluje się tak, że pragniecie wystarczy zbyt słona zupa, że wybuchniecie złością na niewinne niczemu osoby.

Nie rozumiem, dlaczego ludzie bagatelizują uczucia innych i ze strachu odjeżdżają.

wgniecenie-nadkola-zgloszenie

To druga tego typu sytuacja w moim życiu. Wcześniej, na parkingu, około 4 lat temu ktoś cofnął w Barchettę ukruszając kawałek zderzaka. Teraz wgniecenie na Almerze. Nie poznam ani tego, ani tamtego sprawcy. Nie zapytam ich dlaczego odjechali, uważając że „nic się nie stało”.
Strach przed odpowiedzialnością? „To nie ich sprawa„? „To tylko samochód„? Może wieźli akurat żonę, która zaczęła rodzić na miejscu pasażera?

Co jest z Wami, że nie potraficie uszanować cudzej własności? Czy są faktycznie rzeczy tak pilne, że nie można poświęcić 5 minut i znaleźć rozwiązanie w postaci kartki i długopisu?

Ostatnio pisałem o okupantach lewego pasa. Tamci są wkurzający. Ale nie robią krzywdy i szkód w sposób bezpośredni.

Szkodliwi to Ci, którzy uciekają bez słowa, tylko dlatego, że nie chcą doświadczyć konsekwencji.
  • Sandra Jedynak

    Gdybyś jeszcze widział gdzie powstała szkoda… jakiś monitoring etc. mógłby pomóc, ale tak… Nie zazdroszczę. Tchórzostwo i tyle. Chociaż nawet nie, bo czego tu się bać jak ma się zwykłe OC. Raczej chęć zaoszczędzenia. Polska…

    • MonsterMonster

      Ja miałem kiedyś podobnie na parkingu pod blokiem. Był monitoring.

      Ale tak kiepskiej jakości, ze nie można było wyłapać numerów rejestracyjnych.

      • Tak, u mnie w bloku monitoring też sprawdziłem czy oby to nie był jakiś sąsiad. Jakość podobnej marnej jakości. Porównując nagrania z dni gdy już było wgniecenie z tymi gdzie na 100% jeszcze go nie było, nawet nie widać różnic w karoserii.

  • Joel

    Ludzie tą chu*ami! Za grosz odwagi żeby przyznać, że używać samochodu nie potrafią.

  • Ludzie nie umieją przyznać się do winy, że popełnili błąd i sami w
    myślach się usprawiedliwiają mówiąc „Jak on zaparkował, nie dało się nie
    puknąć”. Kiedyś miałem taką sytuację, że gość jechał przede mną i zaczął
    cofać w pewnym momencie. Otarł mi się o zderzak tak, że nawet nic nie
    było widać, ale wysiadłem do niego spytać się czy mam za słabo widoczny
    samochód. On mi odpowiedział „przecież włączyłem światło od wstecznego,
    to powinien pan zauważyć i zjechać.

  • Enka

    Oj wspolczuje. Ja pare miesiecy temu kupilam sobie nowa toyotke yaris i narazie nie mam zadnych wgniecen ale wiem ze kazda rysa boli, a pierwsza najbardziej!
    Obym jak najpozniej tego doswiadczyla :)

    • @enka w każdym samochodzie niestety boli. Najgorzej jednak gdy to samochód, o który dbasz (a dbam o każdy w miarę możliwości).

      Wyjątek to te służbowe.

      • mizza

        jeżdzę służbowym aurisem na zmianę z koleżanką dzialu i się nie zgodze z tobą, Dbam o samochód jak o wlasny. samochod też swiadczy o nas, poza tym jak widzę zapuszczone samochody, to aż boli.

        • Dbać TAK. Przejmować się ewentualnymi problemami NIE.

    • Oldżer

      więcej osób powinno jeździć hybrydami od toyoty, nikt by nie latał po mieście jak opętany.

      • Oldżer chodzi o parkingowe zdarzenie.

        PS. Twierdzisz, że hybrydy Toyoty są wolne:)?

  • Też nie rozumiem takich ludzi, stało się – trudno trzeba ponieść odpowiedzialność, „poszkodowany” też ma swoje sprawy na głowie, swoje obowiązki i swoje oszczędności, które nie koniecznie są przeznaczone na remont samochodu. Zostawić nawet głupią karteczkę z numerem telefonu – zajmie to 2 minuty… szanujmy się nawzajem.

  • motoads_pl

    Niestety w Naszym społeczeństwie nadal tkwi i chyba już tak zostanie, że skoro właściciel poszkodowanego pojazdu nie widzi, to mogę odjechać. I tak, w ten oto sposób pozostają szkody, których usunięcie niestety spoczywa na poszkodowanym. Przeważnie tego typu szkody, zdarzają się w momencie, gdy sprawca zauwazy, że auto poszkodowane jest niższej wartości.

    • Albo dużo wyższej gdzie strach przed ewentualnym kosztem naprawy byłby przytłaczający (zwłaszcza jeżeli okaże się, że ktoś nie miał ważnego OC).