Dlaczego warto wybrać nierozsądny samochód?

Jaki wybrać samochód? Jaki kupić aby wybrać mądrze? 

Ile ludzi tyle odpowiedzi. Na szczęście mam dla Was receptę co zrobić. Podzielę się z Wami moim doświadczeniem! To historia pełna uśmiechu, radości rozsadzającej Cię od środka oraz zdenerwowania, smutku i nienawiści do rzeczy martwych. Historia o samochodzie…

Gdy prawie 10 lat temu zdałem prawo jazdy pojawiła się nowa potrzeba w życiu. Posiadać samochód. Rozsądek podpowiadał mi wiele opcji. Głównie hatchbacki. Wiecie o co chodzi? Nie są zbyt duże, w większości maja fajną stylistykę… no i są pakowane. Na moje konto na Allegro zaczęły napływać nowe ogłoszenia o Hondzie Civic, Fordzie Focusie, Seacie Leonie czy Nissanie Almerze. Stylistycznie mi wtedy bardzo podchodziły – przypomnijmy mamy przełom 2007 i 2008 roku. Ale decyzja nie mogła zapaść.

Wtedy, nie wiem skąd, trafiłem na ogłoszenie kabrioletu. Fiat Barchetta. Roadster. Chociaż z napędem na przód. Ależ jaki on był piękny! Stosunkowo współczesny samochód o bardzo klasycznej linii nadwozia. Bez zbędnych dodatków we wnętrzu. Również bez dachu, kanapy z tyłu i uchwytów na kubki.

Zaprzeczenie rozsądnego samochodu. 

Prawie pół roku szukałem odpowiedniego egzemplarza. A potem zaczął się najlepszy okres w moim życiu, który trwa do dziś.
Oczywiście, że były momenty trudne.

Była stłuczka. Było szukanie lampy i zderzaka z innego egzemplarza. A dla nietypowych samochodów, musicie wiedzieć, jest to droga przez mękę.
Były wyższe koszty ubezpieczenia niż przy samochodzie o niższej mocy.
Były zakupy opon o nietypowym rozmiarze, co podnosiło koszty.
Był problem z czujnikiem położenia wału. I nagły postój w Kryspinowie bo nie chciał znów odpalić
Było oczekiwania na mechanika, który podejmie się wymiany rozrządu z wariatorem.
Był rozładowany akumulator, który nie chciał odpalić nawet po dniu ładowania. Wiele razy…
Była woda, która gromadziła się po deszczu w schowku dachu.
I było też kilka otarć parkingowych, których winowajcy zawsze uciekali bez zostawienia choć wizytówki.

Ale to wszystko z perspektywy tych lat się nie liczy.

Bo były to też dobre czasy.

Było pierwsze 200 km/h na autostradzie za zachodnią granicą.
Była nauka jazdy samochodem. Mocniejszym niż cokolwiek co wybrali kiedyś rodzice.
Były dziesiątki tysięcy kilometrów. Setki miejsc, które odwiedziłem. Miliony zakrętów, które pokonałem.
Była duma z własnoręcznego umycia samochodu. Setki razy. Wycieranie ostatnich smug tak aby „Barka” prezentowała się nienagannie.
Była wymiana dachu, która dała nowego ducha w stary samochód.
Były niezliczone spojrzenia ludzi za nietypowym samochodem.
Były dziesiątki zlotów z forum Barchetta.pl.
Był wyjazd na Pętlę Bieszczadzką.
I na Pętlę Kaszubską…
Były wakacje nad Bałtykiem, dzięki którym mogłem się nauczyć, że udane wakacje wymagają spakowania tylko ręcznika, klapków i karty kredytowej.
Był wyjazd do Włoch, razem z kolumną innych klubowiczów. I najlepsze wakacje zagraniczne jakie kiedykolwiek miałem.
Był przejazd przez trasę F1 w Monaco.
Były oświadczyny. I tysiące pocałunków w samochodzie.

Czy to samo możesz przeżyć w zwykłym samchodzie? Pewnie tak. Ale nie będzie smakowało tak dobrze!

Ja wybrałem kiedyś samochód wbrew rozsądkowi. Bo kto proponuje 19-latkowi 130konny kabriolet? Sam o tym zdecydowałem. Ty też możesz iść pod prąd.
Potem możesz kląć. Możesz pluć sobie w brodę, że trzeba było spokojniej, taniej albo (teoretycznie) bez awarii.

Tyle, że nie przeżyjesz tego wszystkiego! Nie doświadczysz całego wachlarza emocji, które kryją się z jazdy samochodem marzeń. I masz tego przeżycia za sobą. A bez niego Twoje życie jest nieco uboższe w historie do opowiadania na starość. A na rozsądny samochód zawsze jest jeszcze czas. Tak jak u mnie gdy teraz podstawowym samochodem jest Nissan. I dlatego podpisuję się pod zdaniem, że warto wybrać ten nierozsądny samochód. Przynajmniej raz w życiu. Lepiej wcześniej niż później.

 

Samochód wybrany sercem, a nie rozsądkiem? Polecam!

Peter
Moto Soul

Fiat Barchetta

  • KGalik

    Oj tak. Odradzano mi chyba sto razy 306 Cabrio. Nawet ostatnio rodzice uparcie chcieli żebym sprzedał Parasolkę i dostałbym od nich Polo… Nie ma mowy. :) Nie te wrażenia, nie takie wariactwo i nie ta zabawa. Kompletnie nie ta… :)

  • Szymon Szczepaniak

    Przegapiłem wpis :( Moja barka w ostatnich paru miesiącach nabawiła się 3 przecierek. Oczywiście żaden gentleman nie zgłosił się z przeprosinami. Dodatkowo musiała stać pod chmurką, dlatego powoli zapada decyzja zmiany auta na coś ze sztywnym. Na szczęście pozostaje w sferze bezrozsądkowej :)

    • Miałem tak samo. Ostatnio nawet sobie listowałem wszystkie przycierki i wgniecenia jakie powstały na barce w te ostatnie 8 lat.

      Na szczęście da się naprawić zawsze:)