Monthly Archives: Grudzień 2017

Mitsubishi L200 – tytan ciężkiej pracy

Zastanawialiście się kiedyś jak to jest być pracodawcą? Patrząc przez różowe okulary – mamy już wszystkie formalności za sobą, mamy nadany numer NIP i fizycznie założoną firmę. Następnie w zależności od planowanej wielkości naszej własnej działalności zatrudniamy pracowników, którzy tak naprawdę pracują na nasz zysk. Proste, prawda? Zanim jednak zacznie się ta jaśniejsza strona własnej działalności – generowany zysk, trzeba znaleźć odpowiedniego pracownika. Proces rekrutacji często trwa dość długo. Mówi się teraz o rynku pracownika, a nie pracodawcy. Ale właściwie, jakie cechy powinien mieć wymarzony pracownik? Pracowity i sumiennie podchodzący do obowiązków. Te cechy cenimy ponad miarę. Tym razem to ja wcieliłem się w rolę pracodawcy, który nie patrząc na sporą konkurencję, bez wcześniejszego procesu rekrutacyjnego przyjął do pracy Mitsubishi L200. Tygodniowy okres próbny dał mi odpowiedź, jak pomocny będzie w codziennych obowiązkach.

Mitsubishi L200

L200 może się pochwalić niebywałym doświadczeniem. Na rynku jest nieprzerwanie dostępny od 1993 roku. Najnowsza – V generacja modelu zadebiutowała w 2015 roku. Mitsubishi to bardzo ceniony pracownik. Jest chętnie wybierany przez firmy, o czym świadczy niemal 3 miliony sprzedanych egzemplarzy. Nasz pracownik ma też naprawdę solidne referencje – trzy z rzędu nagrody „Pickup of the Year” magazynu „Auto Express” mówią same za siebie. Nie dziwi zatem, że dla wielu to także wzór do naśladowania. Tutaj warto wspomnieć o współpracy z włoskim Fiatem. Jej efektem jest bliźniaczy brat Mitsubishi L200 – model Fullback.

Wygląd samochodu zawsze pozostanie kwestią gustu. Jeśli nasz pracownik nie będzie pełnił funkcji reprezentacyjnej, to nie ma on większego znaczenia. Do testów otrzymałem najnowszą generacje modelu w wersji najdroższej wersji wyposażeniowej Instyle w pięknym niebieskim  kolorzeCałość w połączeniu chromowanymi wstawkami, dodatkowym orurowaniem oraz sporymi stopniami bocznymi jest mojej opinii najładniejszą wersją tego modelu od początku jego produkcji. L200 pomimo tego nie powala wyglądem. Z drugiej strony nazwanie go robolem, będzie grubą przesadą. Masa pojazdu wynosi aż 1755 kg. To nie mało. Pomimo tego samochód nie wygląda na ociężały. Wszystko przez starannie dobrane dodatki. Charakterystyczny spojler, listwy ozdobne przy tylnej części kabiny sprawiają, że L200 w końcu ma swój styl. W odniesieniu do poprzednika jest zdecydowanie lepiej. Samochód jako całość, to przede wszystkim proste kształty, długa maska ze sporym grillem i wyłupiastymi światłami przednimi. Wszystko to tworzy spójną całość i wygląda poprawnie. Patrząc od przodu mamy wrażenie, że maska jest nieproporcjonalnie długa względem kabiny pasażerskiej. Nic bardziej mylnego. Wystarczy podejść od drugiej strony samochodu, by zrozumieć, że długa to jest część ładunkowa. Długość tzw. paki sięgająca ponad 1,5 metra to świetny wynik. Należy zwrócić uwagę, że wynik ten udało się uzyskać pomimo podwójnej kabiny (dla porównania L200 z pojedynczą kabiną ma przestrzeń ładunkową o długości 1,85 metra ). Cały samochód znacznie przekracza 5 metrów długości. Nie spodoba się to wam na ciasnym miejskim parkingu, czy podczas poszukiwania miejsca pod blokiem (standardowe miejsca parkingowe mogą okazać się za małe). Zapewniam, że te drobne aluzje dotyczące jego gabarytów szybko pójdą w niepamięć. Właściwości ładunkowe w pełni zrekompensują nam te niedogodności.

Mitsubishi L200

Naszą współpracę rozpoczęliśmy wcześnie rano. Mając na uwadze wcześniejsze doświadczenia z samochodami użytkowymi nie nastawiałem się na zbyt wiele. Wygodny fotel kierowcy, czytelne wskaźniki i intuicyjne rozłożenie przycisków na desce rozdzielczej. To właśnie było moje pierwsze wyobrażenie o idealnym wnętrzu L200. Po zajęciu miejsca za kierownicą zrozumiałem, że teraz wymagania pracodawcy są znacznie wyższe. Projekt deski rozdzielczej nie szokuje kształtami, nietypową linią, czy ponadprzeciętną estetyką,  ale  jest poprawny. Kolejny raz odniosę się do  poprzednich wersji samochodu – tu także jest zdecydowanie lepiej. Kokpit L200 można by przenieść do dowolnego samochodu osobowego tej marki i też fajnie by wyglądał. Jest prosto, są czytelne zegary, jest też w miarę intuicyjnie, a przy tym wszystko wykonano z niezłej jakości materiałów. Potężna, obszyta skórą kierownica z logicznie rozmieszczonymi przyciskami sterowania radiem, telefonem i tempomatem przypomina jednak, że mamy do czynienia z prawdziwym twardzielem. Wygodny, elektrycznie regulowany fotel kierowcy daje poczucie komfortu. To dla mnie kluczowy element, na który zwracam uwagę przy wyborze samochodu do pracy. W końcu wraz z moim nowym kompanem przyjdzie mi się zmierzyć z niejednymi trudnościami w terenie. Nawet odrobina komfortu sprawi, że dzień będzie lepszy. O ile kierowca i pasażer pierwszego rzędu siedzeń mogą czuć się naprawdę zadowoleni z komfortu jazdy, o tyle drugi rząd w tej podwójnej kabinie jest przygotowany dla osób, które zasłużyły na karę. Niemal płaska kanapa z dosyć krótkim siedziskiem sprawia, że czujesz się nieswojo. Już najmniejsze nierówności, czy szybko pokonany zakręt to dla pasażerów pewien dyskomfort. Miejsce na tylnej kanapie należy więc traktować jako przykrą ewentualność, jaką dodatkową opcje. L200 w wersji Doublecab to nie jest jednak fanaberia. Miejsce w drugim rzędzie pomimo swoich wad, ma też zalety. To nadal pewno wartościowe miejsce w kabinie. Dzięki niemu jesteśmy w stanie przewieść choćby dodatkowe 3 osoby na plac budowy. W gruncie rzeczy chyba warto mieć taką alternatywę.

Jako tytan pracy L200 Doublecab przemawia przestrzenią ładunkową. W zależności od wersji paka może być otwarta lub zakryta. Druga opcja – ta z którą przyszło mi się zmierzyć, jest mniej praktyczna. Sposób jest otwierania nie należy do najłatwiejszych, a przestrzeń na ładunek dużych gabarytów jest mocno ograniczona. W ten sposób L200 traci mocno na swojej funkcjonalności. Brak możliwości powiększenia przestrzeni ładunkowej choćby przez otwierany otwór do kabiny i możliwość składania kanapy, to kolejny minus dla japońskiego pickupa. To co Mitsubishi traci przez niezbyt przemyślane rozwiązania, zyskuje czymś innym. Jednym z najlepszych parametrów samochodu jest ładowność. Patrząc na suche dane z katalogu jestem naprawdę pod sporym wrażeniem. Wynik 895 kg (dla innych wersji nawet 1060 kg)  stawia L200 w czołówce pickupów na rynku. W pewnym stopniu tłumaczy to niezbyt przyjemne zachowanie auta podczas jazdy. Możliwości przewozowe były głównym kryterium, które wzięto pod uwagę przy projektowaniu zawieszenia samochodu. Ograniczenie komfortu w zamian za jakże ważne w tej klasie  parametry nośności nadwozia i uciągu przyczepy to mądre posunięcie. Na tym głównie zależy klientom poszukującym tego typu pojazdów. Skoro jesteśmy już przy uciągu przyczepy – to kolejny mocny punkt „Japończyka”.  L200 pociągnie przyczepę o masie całkowitej 3100 kg (w wersji z hamulcami). 

Tytan pracy, bo tak wielokrotnie określałem swojego nowego pracownika, ma pod maską mocnego diesla. Wydawać by się mogło, że 181 KM wystarczy do samochodu o tej masie. Pod odpaleniu silnego silnika z pod maski słyszę przeraźliwy ryk. Na myśl przychodzą mi silniki rodem z amerykańskich mustlecarów. Kilka kilometrów jazdy w porannych korkach nie zmieniło mojego zdania o wspomnianej jednostce. Dopiero podróż poza miastem wyprowadziła mnie z błędu. Silnik 2,4 181KM to absolutne minimum. Obiektywnie oceniając auto nie cierpi na nadmiar mocy. Wydawać by się mogło, że przyspieszenie pozytywnie zaskakuje. Niestety, to tylko wrażenie. Rzut oka na prędkościomierz i już wszystko rozumiem. Katalogowe przyspieszenie od 0 do 100 km/h wynosi 14,6 s wydaje się jednak bardzo realne. Słabe przyspieszenie potęguje archaiczny automat. Jego wolna praca i zaledwie pięć przełożeń to jeden z mankamentów Mitsubishi. Taki sposób przenoszenia napędu w XXI wieku już nie przystoi.  Przy wyższych prędkościach jest po prostu głośno (czyżby Mitsubishi oszczędziło na wygłuszeniu samochodu kosztem jego niższej masy) a spalanie rozczarowuje. Mam nieodparte wrażenie, że Mitsubishi musi kochać bajki. Deklarowane przez producenta spalanie to jedna z nich. Na trasie, przy umiarkowanej dynamice i płynnej jeździe spalanie wyniosło 7,7 l na 100 km, na autostradzie przy prędkościach rzędu 120km/h – 140km/h było już 12,5 l na 100 km. W mieście natomiast wynik 12-14 l na 100 km nie powinien już dziwić. Pamiętać należy, że dynamiczna jazda L200 może nieść za sobą spore konsekwencje. Korzystanie z maksymalnej mocy silnika bez trudu podniesie wynik spalania o kolejne 2-3 l na 100 km. Mój wynik z testu – 7,7 l na 100 km można uznać nawet za całkiem dobry patrzą na wymiary auta i jego masę własną. Przy dosyć dużym spalaniu średnim cieszy duży zbiornik paliwa. 75 litrów oleju napędowego przy spokojnej jeździe powinno nam wystarczyć na 800 km.

Spokojna jazda to styl, który najbardziej pasuje Mitsubishi L200. Szybkie pokonywanie zakrętów, gwałtowne zmiany kierunku jazdy sprawiają, że nawet kierowca nie czuje się pewnie. Dynamiczna jazda sprawia, że samochód bardzo nieprzyjemnie się przechyla. Pokonywanie wszystkich nierówności można rozpatrywać w dwóch kategoriach. Wyrwy w asfalcie, koleiny, progi zwalniające to dla L200 żadne wyzwanie. Jedynym minusem jest niezbyt miłe podskakiwanie samochodu. Powyższe drobiazgi wskazują, że nie ma rozwiązań idealnych. Duży prześwit, małe koła i napęd na 4 koła z możliwością blokady to kolejne z mocnych stron Mitsubishi. Na bezdrożach, mokrych terenach czy ostrych wzniesieniach L200 radzi sobie dobrze, niczym rasowy offroadowiec. Jego prawdziwe możliwości offroadowe poznajemy po użyciu jednego pokrętła, które znajduje się tuż przy dźwigni zmiany biegów. Do dyspozycji mamy cztery tryby jazdy. Przy tym ostatnim można poczuć się naprawdę bezpiecznie. Jazda w terenie w końcu sprawia przyjemność. Nie czuje się niepotrzebnego stresu, a sprawdzony napęd pozwala na chwilę relaksu. Blokada centralnego dyferencjału, niskie obroty i stajesz się władcą bezdroży. Ponowny rzut oka na dane katalogowe potwierdza – żywiołem L200 jest teren i nieutwardzone drogi. Tu sprawdza się idealnie. Prześwit wynoszący ponad 22 centymetry, kąt natarcia to 29 stopni, a kąt zejścia 22 stopnie. Te parametry budzą respekt. Przy takiej jeździe, na bardzo wymagającym terenie nie przeszkadza już wysokie spalanie, czy niekomfortowe zawieszenie. Mitsubishi w końcu wyzwala radość i utwierdza w przekonaniu, że jest pracownikiem do zadań specjalnych.

L200 jako pracownik chce mnie trochę oszukać. Przez projekt wnętrza, jakość użytych materiałów i bogate wyposażenie mam wrażenie, że stoi przede mną idealne połączenie samochodu do codziennej eksploatacji, jak i do ciężkiej pracy. Nawigacja z zestawem głośnomówiącym bluetooth (która niestety nie jest intuicyjna w obsłudze), tempomat, skórzana tapicerka siedzeń i elektryka fotela kierowcy, a nawet asystent pasa ruchu na myśl przynoszą samochody wyższej klasy. Ja nie dałem się zwieźć. L200 do codziennego użytku w dużym mieście, czy na trasie na prawdę się nie sprawdzi. Wysokie spalanie, trudności w parkowaniu i niski komfort podróżowania (w porównaniu do tradycyjnych samochodów osobowych) to główne mankamenty pickupa z pod znaku Mitsubishi.

 

Po tygodniu okresu próbnego bardzo trudno jest mi ocenić Mitsubishi L200 w kategorii nowego pracownika. W dalszym ciągu jestem zdania, że japoński pickup nie nadaje się do miasta, bo jest duży, a przez to sprawia problemy z manewrowaniem (pomimo kamery i czujników cofania nadal nie jest to łatwe). Nie sprawdzi się też jako połykacz kilometrów, bo ani na trasie, ani na autostradzie nie zachowuje się pewnie. Długie dystanse to nie jest jego żywioł, o czym świadczy konstrukcja zawieszenia, silnik mający spory apetyt na paliwo i fatalna skrzynia biegów. L200 to wół roboczy. Jego żywiołem jest nieutwardzona droga, trudny teren i ciężka praca. Świetny napęd na 4 koła i ponadprzeciętne możliwości ładunkowe sprawiają, że ten pickup znajdzie jeszcze sporo nabywców. Sam projekt samochodu i deski rozdzielczej to kolejny dowód na to, że decydując się na świetny samochód użytkowy nie musimy już iść na kompromis. L200 w końcu może się podobać, a we wnętrzu jest przytulnie. Godziny spędzone za kółkiem nie przyprawiają o ból głowy. Wydaje się, że Mitsubishi sumiennie odrobiło swoje zadanie. Przygotowało model, który w drodze wyjątku, po dniu ciężkiej pracy może posłużyć jako środek transportu na dobrą kolacje w mieście. Stawiając go przed dowolną słynną restauracją, w końcu nie będzie wstydu, że na romantyczny wieczór przywiózł was prawdziwy robol.

Tekst i zdjęcia: Paweł Oblizajek

Retro Motor Show – fotorelacja

W dniach 03.11-05.11 br. na Międzynarodowych Targach w Poznaniu odbyła się druga edycja największych targów historycznej motoryzacji w Polsce. Pierwszą edycje można potraktować jako pewnego rodzaju rozpoznanie. Organizatorzy w dużej mierze chcieli sprawdzić, czy odseparowanie klasyków od całej pozostałej motoryzacji zebranej podczas Poznań Motor Show na wiosnę ma sens. Zaledwie dwie hale zapełnione przez klasyki potwierdzało pierwsze sceptyczne nastawienie właścicieli.

Druga edycja Retro Motor Show to bardzo dobre rozwinięcie zeszłorocznego wydarzenia. Chociaż nic nie zapowiadało sukcesu, nie sposób nie zauważyć, że w tym roku było zdecydowanie lepiej.  Początkowo wydawać by się mogło, że przygotowane są zaledwie dwie hale z ciekawą ekspozycją. Dopiero drugiego dnia targów dokładniej poznałem ekspozycje. Po kilku godzinach spaceru zrozumiałem ekscytacje zwiedzających. W tym roku kolekcja aut była naprawdę imponująca. Pełne osiem hal opanowały samochody niemieckie, japońskie, szwedzkie i nie tylko. Uzupełnieniem całości były maszyny rolnicze (głównie traktory), samochody wojskowe oraz motocykle.

Największe wrażenie zrobiło na mnie stoisko przygotowane przez Straż Pożarną. Wspaniale zachowane wozy strażackie pomogły mi przenieść się w dawne czasy. Wystarczy spojrzeć na te drobne elementy, by zrozumieć, jak technika poszła do przodu. Drewniane felgi, proste wnętrze i prowizoryczna łączność – tak się kiedyś pracowało. Sygnały dźwiękowe, sygnały świetlne? To nie te czasy. Ich odpowiednikiem był duży dzwonek.  Ekspozycje wzbogacały manekiny ubrane w stroje z tamtej epoki. To dowodzi, że stoisko było dopracowane nawet w najmniejszych szczegółach.

Imponujących wystaw podczas Retro Motor Show nie brakowało. Podobnie jak w zeszłym roku niesamowite stoisko przygotował Citroen Klub Polska. Jego aranżacja, plan ustawienia i klimat wprawiały w osłupienie. Czy jest coś bardziej francuskiego niż Wieża Eiffla? Nie dziwi zatem, że również tego elementu nie mogło zabraknąć. Dbałość o szczegóły, duża liczba samochodów i niesamowity klimat niczym w prawdziwej Francji to mocna strona tej ekspozycji. Nie sposób opisać wszystkie punkty, które odwiedziłem podczas targów. Różnorodność to najlepsze słowo określające to wydarzenie. Największym stoiskiem mogła się pochwalić Giełda Klasyków. Wszystkie z przedstawionych egzemplarzy czekały na swoich nowych właścicieli. Tradycyjnie królowały samochody niemieckich koncernów. Lakiery klasycznych Mercedesów czy BMW pięknie się mieniły w blasku mocnych świateł na hali wystawowej. Nie zabrakło również Mustangów, Mazdy czy Volvo. Samochody włoskie reprezentował Lancia Klub Polska do spółki z Forzaitalia.pl. Znakomicie utrzymana Lancia Flavia czy Fiat 500 Luigi z pewnością nie umknęły uwadze zwiedzających. Samej włoskiej motoryzacji było wyjątkowo mało. Wśród wielu różnych pojazdów można było znaleźć jeszcze Lancie Delta Integrale, liczne Fiaty 125p i 126p, Alfa Romeo 155 czy Fiata x1/9. Jak na bogatą historię włoskich pojazdów, sami przyznajcie – było skromnie.

Doskonałym podsumowaniem dobrze przygotowanego wydarzenia były stoiska motoryzacji wojskowej. Owszem, było ich kilka, a małym minusem było ich nielogiczne rozmieszczenie w różnych halach. Odrobinę lepsza organizacja, jedna koncepcja na stoisko i mogłaby powstać jedna duża wystawa zrzeszającą całą wojskową motoryzacje. Różnorodność ekspozycji dowodziła, że wystawcy jak i organizatorzy włożyli wiele trudu w ich przygotowanie. Motocykle, samochody terenowe – to tylko mała zapowiedź prawdziwych perełek. A wśród nich znaleźliśmy prawdziwą amfibię, a nawet czołg.

Wielbiciele dużych maszyn, tych rodem ze Stanów Zjednoczonych również nie mogli czuć się zawiedzeni. Cadillac, Buick czy Rolls-Ryoce były doskonale wyeksponowane. Tradycyjnie trudno było przejść obok nich całkowicie obojętnie.

Po drugiej edycji Retro Motor Show możemy w napięciu oczekiwać kolejnego wydarzenia z tego cyklu. Widać, że organizatorzy dokładają starań by targi zabytkowej motoryzacji w Poznaniu stały się drugim najważniejszym wydarzeniem motoryzacyjnym w Polsce – zaraz po Poznań Motor Show. Mnogość ekspozycji, liczba otwartych hal i tłum zwierzających potwierdzają, że takie wydarzenia są potrzebne. W końcu motoryzacja to również historia, a tą trzeba przekazywać młodym pokoleniom.

Tekst i zdjęcia: Paweł Oblizajek