Nissan

Poznań Motor Show 2019. Czy największe targi motoryzacyjne w Polsce zmierzają we właściwym kierunku?

Minęły niespełna dwa miesiące od zakończenia kolejnej edycji Poznań Motor Show. Największe targi motoryzacyjne w Polsce kolejny raz były dla mnie sporym zaskoczeniem. Tym razem jest mi jednak bardzo trudno w jednoznaczny sposób je ocenić. Jak każdego typu wydarzenie, także to w Poznaniu ma swoich zagorzałych entuzjastów, jak i przeciwników.

Największą bolączką tegorocznej edycji była znacznie mniejsza liczba wystawców. Szok, niedowierzanie. Jedni z najważniejszych graczy na naszym rodzimym rynku, z nieznanych powodów pozwoliły sobie na rezygnacje z tego prestiżowego wydarzenia. Jest to nie tylko rysa na ich wizerunku w branży, ale także w słabym świetle stawia samo wydarzenia organizowane na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Tutaj nie chodzi nawet o samo porównanie z ubiegłoroczną edycją. Targi w Poznaniu porównywane są do wydarzenia w Genewie. Dla mnie jest to zupełnie nie trafione porównanie. O ile nie dziwi brak takich marek jak Honda, Toyota czy Lexus, to już brak tych, które w Polsce są często wybierane przez klientów – Renault, Opel, Ford czy Citroen naprawdę zaskakuje. Pierwsza grupa może tłumaczyć się brakiem nowych modeli w gamie. Druga zaś, nie mogła obronić się tym stwierdzeniem. I tutaj właśnie warto odnieść się do Genewy. Jako jeden z przykładów można przedstawić francuską markę Peugeot, która w stolicy Szwajcarii zaprezentowała całkiem nowy model 208 oraz jego odmianę w wersji elektrycznej. Jak widać można. W Poznaniu zabrakło z kolei choćby małego stoiska tej marki.

Chociaż pewne niedogodności dało się zauważyć, to nie mogą one przesłaniać całości, jaką udało się stworzyć na deskach hal wystawowych w Poznaniu. Pomimo znacznie mniejszej liczby wystawców przygotowane stoiska prezentowały naprawdę bardzo wysoki poziom. Na wyróżnienie zasługuje tradycyjnie Volkswagen Group Polska. Niemiecki koncern kolejny raz zajął cała halę wystawową. A nowości w niej nie brakowało. Sama Skoda m.in.zaprezentowało następce modelu Rapid – Scala. Patrząc na ciekawszą stylistykę niż u poprzednika i dobrze skalkulowane ceny, sukces wydaje się nieunikniony. Oprócz Scali  były też inne dobrze znane z Genewy modele i koncepty, jak choćby Skoda Vision E. Na części należącej do marki Volkswagen duże zainteresowanie budził model T-Cross – mniejszy brat dobrze znanego T-Roc’a.

Z roku na rok koncern się rozrasta. Nowe marki – Cupra, udana reaktywacja marki Seat, a także mocna reprezentacja Audi i Porsche przyciągała prawdziwe tłumy. Na podstawie ilości modeli zaprezentowanych w Poznaniu śmiało można potwierdzić – koncern ma się bardzo dobrze i kroczy właściwą drogą. Warto dodać, że przed halą zlokalizowany był tor do jazd próbnych. Ciekawostką był samochód z całkowicie zasłoniętymi szybami. Prosty test miał udowodnić, że asystenci kierowcy, które znajdziemy m.in. w modelach Skoda naprawdę mocno pomagają przy codziennym użytkowaniu samochodu.

Bardzo dobre opinie zebrało również stoisko przygotowane przez poznańskich dealerów FCA. Dealerzy Auto-Centrum, Pol-Car oraz Voyager Group przy mocnym wsparciu importera w końcu stanęli na wysokości zadania. Pełna gama modelowa marek Abarth, Alfa Romeo, Fiat i Jeep to tylko część atrakcji. Największa z nich czekała na podwyższonej części stoika. Oprócz najmocniejszych wersji modeli Giulia i Stelvio czekał bolid Formuły 1, a także prawdziwa gwiazda – Alfa Romeo Tonale. Gorąca nowość była jednym z najczęściej fotografowanych aut podczas targów.  FCA w końcu stanął na wysokości zadania i sprowadzić ten model prosto z Genewy. Chociaż SUV klasy C jest na razie konceptem, to bardzo cieszy jego obecność w Poznaniu. Ten mały krok, który importer zrobił  głównie w kierunku miłośników włoskiej marki może przynieść wiele dobrego. Sam samochód zachwyca. Można śmiało powiedzieć, że to właśnie dzięki tej spektakularnej premierze stoisko Alfa Romeo było jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc na całych targach.

Słowa uznania należą się także za stoisko przygotowane przez Mitsubishi. Tutaj miała miejsce sytuacja podobna jak w przypadku koncernu FCA. Jest jednak pewna różnica. Japończycy prosto z Genewy ściągnęli aż dwa modele, które w Poznaniu miały swoją kolejną premierę. Pierwszą nowością jest potężny pickup, który nie boi się ciężkiej pracy. Mowa jest tu oczywiście o modelu L200. Kolejną, jakże ważną nowością jest model ASX. Na premierę przyszły prawdziwe tłumy. Spora w tym zasługa nowego ambasadora marki, którym został dobrze znany wszystkim aktor – Bartłomiej Topa. Artysta osobiście uczestniczył w oficjalnym, premierowym odsłonięciu modelu i opowiadał o swoim zainteresowaniu motoryzacją. Z kolei sam samochód zyskał całkowicie nowy wygląd. Nie trudno się oprzeć wrażeniu, że jest on kontynuacją myśli stylistycznej twórców innego modelu tej marki – Eclipse Cross.

Niestety nieco gorzej wypadły koreańskie marki. Chociaż powierzchnia wystawowa marki Kia była naprawdę duża, trudno było tutaj odnaleźć prawdziwe nowości. Koreańczycy w Poznaniu zaprezentowali aż 18 samochodów. Największe zainteresowanie budził policyjny Stinger oraz niedawna nowość – model ProCeed. Przygotowana wystawa jasno określiła jaką drogą pójdzie marka w najbliższej przyszłości. Jak większość producentów samochodów również Kia zmierza w kierunku elektryzacji. Potwierdzeniem tych słów była premiera modelu e-Niro. Na alternatywne źródła napędu stawia też Hyundai. Gwiazdą tego stoiska został z kolei model Nexo. To całkowicie nowy SUV tej marki. Zasilany jest ogniwami wodorowymi. To pierwszy samochód, który definiuje bardzo ambitny plan marki o wprowadzeniu do sprzedaży aż 18 modeli zelektryfikowanych aut do końca 2025 roku. Uzupełnieniem stoiska były wszystkie dobrze znane w Polsce modele. Nie zabrakło kompaktów w różnych wersjach nadwozia i cieszących się coraz większą popularnością Suvów.

Podczas targów podziwiać można było wiele ciekawych stoisk. Jednym z tych, na które warto było zajrzeć było stoisko przygotowane przez Giełdę Klasyków. To tu można było znaleźć takie perełki jak Fiat Panda MKI, Mercedes Unimog czy Fiat 130 Coupe.

Gamę supersamochodów reprezentowały zaś marki Maserati, Rolls-Royce, Aston Martin czy Lamborghini. Bez wątpienia do tego grona chce należeć też BMW. Chociaż dla wielu osób marka ta ma bardzo długą drogę, by chociaż odrobinę przybliżyć się do wyżej wymienionych, to zaprezentowany model Next 100 udowadnia jaka siła drzemie w tej bawarskiej marce. To kolejny koncepcyjny model, który zaprezentowano w Poznaniu.

Nie do końca wiem w jaki sposób podsumować tegoroczne Motor Show w Poznaniu. Z jednej strony wystawcy dołożyli starań, by ich wystawy były wyjątkowe i mocno nie odbiegały od legendarnych już targów Genewie. Z drugiej strony systematycznie zmniejszająca się liczba wystawców sprawia, że nie jest to już takie święto dla miłośników motoryzacji jak kiedyś. Być może koncerny motoryzacyjne zrozumiały, że podczas targów nie mogą liczyć na sprzedaż jakiegokolwiek samochodu, a koszty wystawy będą naprawdę spore. W dużym skrócie Poznań Motor Show stawia ja jakość, a nie na ilość. Ale czy w Polsce jest to właściwy kierunek? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami. Ja zapraszam do dyskusji pod postem.

 

Tekst i zdjęcia: Paweł Oblizajek

Nissan Micra – nowe wydanie

Nowa generacja Nissana Micry zrywa z wizerunkiem słodkiego, małego samochodu. Pomimo tego, w dalszym ciągu pozostaje najmniejszym z oferowanych samochodów japońskiego producenta. I z całą odpowiedzialnością za swoje słowa można powiedzieć –  jest to model, na który warto zwrócić uwagę.

Do tej pory decydując się na „malucha” od Nissana musieliśmy iść na pewien kompromis. Micra znakomicie wypadała w mieście, nieco gorzej jak przyszło nam pojechać w trasę. Była idealna dla studenta, czy jako drugi samochód w rodzinie, nieco gorzej jeżeli musieliśmy wybrać się w podróż w więcej niż dwie osoby. Pomimo 5-drzwiowego nadwozia bliżej jej było do Fiata 500, Skody Citigo czy Volkswagena Up, niż do Fiata Pandy, Skody Fabii czy Volkswagena Polo. Trzeba odwarcie przyznać, że w ofercie Nissana brakowało takiego uniwersalnego samochodu. Pomiędzy Micrą a kompaktowym Pulsarem była przepaść jeśli chodzi o gabaryty, a przede wszystkim jeśli chodzi o ilość miejsca wewnątrz.

Błąd, który w opinii wielu kosztował markę kilka pozycji w rankingach sprzedaży samochodów małych został naprawiony w 2016 roku. Wtedy właśnie zadebiutowała V generacja modelu o symbolu fabrycznym K14. Nowa Micra jest nie tylko następcą dobrze znanego poprzednika, ale po części również modelu Note. Warto zaznaczyć, że jest to pierwsza w historii Micra opracowana i produkowana z myślą wyłącznie o Europie.

Pierwsze spotkanie z Micra wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Podoba mi się zerwanie z nudną już linią opartą na wszelakiej maści krągłościach. W mojej opinii poprzednia generacja była świetną propozycją dla kobiet. Mężczyżni zaś, mogli poczuć się odrobinę nieswoj0. Teraz jest inaczej. Samochód swoją sportową linią będzie dobrą propozycją dla każdego. Mocne przetłoczenia, małe szyby boczne i krótki zwis przedni sprawiają, że w nowym modelu czujemy namiastkę sportowego stylu. Drapieżne światła przednie, subtelnie schowane w słupkach klamki tylnych drzwi potwierdzają – to nie jest przypadek.  Po dłuższej chwili zachwycania się stylistyką samochodu mam nieodpartą chęć zajrzenia do środka. 

Wnętrze samochodu jest dla mnie kolejnym miłym zaskoczeniem. Kokpit wygląda naprawdę dojrzale. Chociaż jakość plastików można by poprawić (szczególnie w górnej częsci deski rozdzielczej) to sposób ich spasowania, jak i sam wygląd sprawiają, że czujesz się jak w samochodzie o klasę wyższym. Prosta, subtelna kierownica, wyraźne zegary i logicznie umieszczone  przyciski sprawiają, że mam coraz lepsze zdanie o tym samochodzie. Dobre wrażenie nieco psuje zestaw multimedialny. Duży, dotykowy ekran działa z pewnym, nieprzyjemnym opóźnieniem, a w dodatku potrafi się zawiesić. Nie wiem czy to urok testowanego egzemplarza, czy błąd produkcji, ale naprawdę przydałoby się to poprawić.

Zarzutów za to nie można mieć do ilości miejsca we wnętrzu. Powtarzany z uporem miniaka przez właścicieli poprzedniej generacji modelu wytyk, nie ma tu prawa bytu. Przestrzeń wewnątrz Micry jest imponująca. V generacja to ukłon w stronę klientów i dowód na to, że wybierając najmniejszego Nissana nie musimy iść na kompromis. Od teraz bez trudu wybierzemy się w dalszą podróż, zabierzemy paczkę przyjaciół ze studiów, czy też przewieziemy całkiem spory regał z dobrze znanej, szwedzkiej sieci sklepów. Potwierdzeniem tej śmiałej tezy jest też wielkość bagażnika. 300 l pojemności to jeden z najlepszych wyników w tej klasie, a także wynik niewiele gorszy niż w wielu autach klasy kompakt. Na plus zapisać należy również regularny kształt i spory otwór ładunkowy.

Przyznam szczerze, że po mocnym początku tego testu oczekiwałem pozytywnych wrażeń z jazd. I niestety, tuż po przekręceniu kluczyka w stacyjce przestałem mieć złudzenia. Widać nie może być idealnie. Z pod komory silnika słychać było dziwny, można rzecz, że mało przyjemny dźwięk. Bez wątpienia był do odgłos pracy silnika. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że pod maską znajduje się wolnossący, trzycylindrowy silnik o pojemności 1,0 l i mocy zaledwie 71 KM. To zupełnie nowa jednostka, która zadebiutowała w 2018 roku. Pierwsze kilometry po zakorkowanych ulicach Warszawy skutecznie zamaskowały wyraźny brak mocy. Micra w całym zakresie obrotów przyspieszała w miarę płynnie,  w czym pomagała skrzynia biegów z precyzyjnym skokiem drążka. Prawdziwe niedostatki mocy odczułem dopiero przy wyjeździe na autostradę. Przyspieszanie od 100 km/h do 130 km/h trwa jakby wieczność.  Dane techniczne odzwierciedlają słaby wynik najmniejszego Nissana. 16,4 s od 0 do 100 km/h to wynik który nie przystoi w dzisiejszych czasach. Ze względu na małą moc i wagę wynoszącą ponad 1000 kg prędkość maksymalna została ograniczona do 160 km/h. Przez chwilę zastanowiłem się – dlaczego ja się tego czepiam? Naturalnym środowiskiem dla Micry jest w dalszym ciągu miasto. I tu samochód sprawdza się doskonale. Niedostatek mocy nie jest już tak odczuwalny, a niskie zużycie paliwa wręcz przemawia za tą jednostką. Podczas całego testu średnie zużycie paliwa wyniosło zaledwie 4,4 l na każde 100 km/h. Niczego więcej nie potrzeba.

Sportowy wygląd samochodu zachęca do dynamicznej jazdy. Niestety z silnikiem 1,0 jest to niemożliwe. Zawieszenie Micry zdaje się potwierdzać tą tezę. Szybkie wejście w zakręt, nagła zmiana pasa ruchu, czy jazda na granicy przyczepności nie sprawiają dużej radości. Jest pooprawnie. Jest wręcz komfortowo, a wszystkie nierówności wybierane są z nienaganna gracją. Silne wspomaganie kierownicy, czujniki parkowania i kamera cofania kolejny raz przypominają nam o zadaniu tego samochodu. To sprawne i bezpieczne przemieszkanie po mieście. I z tej roli Micra wywiązuje się znakomicie. A reszta – jest tylko miłym dodatkiem.

Na koniec zostawiłem kwestie ceny. Testowany ezgzemplarz w wersji Accenta kosztuje w granicach 52.000 zł.  Przy tak rozsądnie skalkulowanej cenie, patrząc uważnie na  bogate wyposażenie, ciekawą stylistykę i całkiem przestronne wnętrze można powiedzieć – Nissan Micra to bardzo ciekawa propozycja wśród samochodowych maluchów.

Tekst i zdjęcia: Oblizajek