TSi

Czy lepsze jest zawsze wrogiem dobrego? Porównanie Seat Arona vs Skoda Kamiq

Opracowywanie wspólnej platformy dla kilku pojazdów nie jest niczym nowym. Jest to podyktowane m.in. cięciem kosztów. Tego typu praktyki stosowali już m.in. Alfa Romeo, Fiat i Opel. W przypadku jednego koncernu współdzielenie platformy nie jest niczym dziwnym. Tak było w przypadku Fiata Croma i Alfa Romeo 159. Były to samochody o kompletnie różnym charakterze. Z tej samej platformy a nawet z części silników skorzystał też Opel z modelem Vectra. Model niemieckiego producenta miał trafić do jeszcze innej grupy klientów niż włoska konkurencja.

Współdzielenie platformy to chleb powszedni w koncernie Volkswagena. Od lat jedno podwozie wykorzystują m.in. Volkswagen Golf, Seat Leon czy Skoda Octavia. Także w tym przypadku każdy samochód skierowany jest do innego klienta. W ostatnim czasie do salonów sprzedaży trafiły modne crossovery. Zbudowane one zostały na platformie o nazwie MQB-A0. Tak powstały: Seat Arona, Skoda Kamiq oraz Volkswagen T-Cross.

Na przykładzie Seata oraz Skody postanowiliśmy sprawdzić który ze wspomnianych modeli jest będzie lepszym wyborem.

Stylistyka

O gustach się nie dyskutuje. Są osoby, które lubią proste kształty, inni zaś wolą wyrafinowane linie i śmiały design. Dla tej pierwszej grupy Seat będzie zdecydowanie lepszym wyborem. Skromny grill, niezbyt wyszukany kształt reflektorów z przodu i świateł z tyłu oraz delikatne przetłoczenia linii bocznej sprawiają, że ten samochód po prostu nie wyróżnia się z tłumu. Jest jednym z wielu, które spotkamy na ulicach naszych miast. Co innego Skoda. Oczywiście trudno jest bezpośrednio porównywać rywal. Trzeba mieć na uwadze, że do testów trafiła do nas Skoda Kamiq w wyjątkowej wersji Monte Carlo. Seat zaś to średnia wersja wyposażeniowa o nazwie Xcellence.  W przypadku Skody już same reflektory przednie o nietypowym kształcie sprawiają, że ten samochód wyróżnia się z tłumu. Chociaż linia boczna należy do spokojnych i brakuje tu stylistycznych smaczków, to tył pojazdu nadrabia to z nawiązką. Na mnie osobiście najlepsze wrażenie zrobiły klosze lamp w kształcie bumerangu.

Wnętrze

Zarówno Seat jak i Skoda należą do niemieckiego koncernu Volkswagen Group. Niemcy od zawsze kojarzyli się z prostotą i ukierunkowaniem na intuicyjność obsługi.  Nie inaczej jest w przypadku bohaterów tego porównania. W obu samochodach prostota obsługi stawiana jest na pierwszym miejscu. Chociaż według nieoficjalnej hierarchii w grupie to Skoda pełni rolę samochodu dla ludu, to jednak czeska propozycja wydaje się mieć ciut lepsze materiały wykończeniowe. Być może jest to kwestia wersji wyposażeniowej, być może kwestia dodatków, ale w Skodzie czuje się lepiej. Mam wrażenie, że podróżuje samochodem o klasę wyżej niż Seat. Wrażenie to potęgują fenomenalne siedzenia kubełkowe, tapicerka w wesołych barwach i  tzw. wirtualny kokpit (za którym notabene nie przepadam). W Aronie jest smutno, jest bez polotu. Pomijając kwestie tapicerki, prostej deski rozdzielczej czy nawet niezbyt wyszukanego wzoru koła kierownicy, to nawet zestaw zegarów wydaje się być smutny i przejęty z pojazdów co najmniej 5 lat starszych.

Przestrzeni w obu modelach nie brakuje. Zarówno z przodu jak i z tyłu można podróżować całkiem komfortowo. Z uwagi na kubełkowe fotele i panoramiczny dach Skoda wydaje się być ciut ciaśniejsza w środku. Na co dzień różnicy tej tak mocno nie odczujemy Plusem obu modeli jest całkiem spory bagażnik o regularnych kształtach. Pomieści on aż 400 l. Możemy też liczyć na asymetrycznie dzielone oparcie tylnej kanapy.

Wyposażenie i silniki

Nie da się ukryć, że jest to bardzo trudny punkt do opisania. Opisywane samochody różnią się nie tylko po względem wyposażenia ale również pod względem jednostek napędowych. Chociaż oba modele dysponują  identyczną gama silników to do mojej dyspozycji trafiły dwa zupełnie inne jednostki. Seat Arona wyposażony był w trzycylindrowy silnik o pojemności 1,0 l i mocy 115 KM. Całość połączono z manualną skrzynią biegów o sześciu przełożeniach. Skoda Kamiq zaś korzystała z silnika o pojemności 1,5 l i mocy 150 KM. Tutaj z kolei mieliśmy do dyspozycji skrzynię automatyczną typu DSG. Nie trudno zgadnąć które połączenie sprawiło mi więcej frajdy z jazdy. Trzycylindrowa jednostka, która trafiła pod maskę Seata nie jest złą opcją. Jest całkiem dynamiczna, jest dobrze wyciszona i nie przenosi wibracji na nadwozie. Jej największym mankamentem jest spalanie. Średnie spalanie podczas testu w trybie mieszanym wyniosło aż 7,5 l na 100 km. To zdecydowanie za dużo jak na auto tych gabarytów. Dla porównania Kamiq w identycznych warunkach potrzebował dokładnie 6,5 l benzyny na 100 km.

Pod względem wyposażenia te samochody są też kompletnie różne. Kolejny raz w tym porównaniu Skoda wychodzi na wyraźne prowadzenie. To tu znajdziemy lepiej brzmiący, wyższej klasy system audio, to tu znajdziemy czujniki martwego pola w lusterku czy system automatycznego parkowania. Tak, to tylko dodatki. Sprawiają one jednak, że z pozoru mała Skoda wydaje się jeszcze lepsza, większa i dojrzalsza.

Ceny

Za testowany przeze mnie model Seata Arona w wersji Xcellence przyjdzie nam zapłacić 87.900 złotych (nie licząc promocji). Skoda z mocniejszym silnikiem, automatyczna skrzynią biegów i dużo lepszym wyposażeniem to wydatek rzędu 130.000 zł. Różnica jest kolosalna. Czy mając na uwadze wszystkie argumenty przemawiające za Skoda wybrałbym właśnie model Kamiq przepłacając przeszło 40.000 złotych? Odpowiedź brzmi nie. Nie wybrałbym też testowanego Seat. Wybrałbym rozwiązanie gdzieś po środku. Seat tak, ale poszukałbym wersji z silnikiem o mocy 150 KM i ze skrzynią DSG albo ograniczyłbym moje wymagania względem wyposażenia i poszukał ciut tańszej Skody w podobnym wariancie silnikowym pod maską. Oba testowane modele to dobre samochody. Wydaje mi się, że o wyborze jednego z nich mogą zadecydować szczegóły.

Tekst i zdjęcia: Paweł Oblizajek

Skoda Octavia RS – limuzyna dla prezesa

Reklamy odgrywają coraz większą rolę w naszym życiu. Chociaż każdy z nas zdaje sobie z tego sprawę, to takie są jednak fakty. Wzorujemy się nie tylko na reklamach, ale także na postaciach medialnych. Chcemy być jak one. Wybieramy sobie pewien wzór, który chcemy naśladować. I tak, jako wzór mężczyzny uchodzi dobrze ubrany, ustatkowany lekarz lub prawnik, który nie tylko wybudował dom i posadził drzewo, ale do biura będzie przyjeżdżał ciekawą limuzyną. Rolę tą w Polsce bardzo często spełnia Skoda Octavia. Jest to dobrze wyposażony samochód, za przystępne pieniądze. Długo zastanawiałem się co zrobić w przypadku gdy w żyłach kierowcy płynie chociaż odrobina wysokooktanowego paliwa. Co zrobić gdy ktoś chce poczuć smak adrenaliny? Nie każdy może sobie pozwolić na dwa auta, w tym jedno do okazyjnych wypadów. Z drugiej strony tradycyjna Octavia nie spełni oczekiwań osoby, który dusi w sobie zapędy rajdowca. Tutaj z pomocą przychodzi wersja RS.

Wyjątkowa odmiana popularnego w Polsce samochodu ma wszystko co potrzebujesz by cieszyć się jazdą po ciężkiej pracy. Dwulitrowa jednostka z rodziny TSI dysponuje mocą 245 KM. To sporo. Do codziennej jazdy to aż zanadto. Na całe szczęście z pomocą w Skodzie przychodzi wybór trybu jazdy. Jest tryb ekonomiczny, jest tryb normalny i jest ten ekstremalny – RS.

Codzienna eksploatacja, jazda w porannych i popołudniowych korkach nie pozwala na sprawdzenie prawdziwych możliwości tego pojazdu.  Z pewnych względów to nawet lepiej. Ryzyko utraty prawa jazdy jest naprawdę sporę. W miejskim gąszczu najczęściej korzystałem jednak z trybu eco. Pomimo odczuwalnie gorszych osiągów Octavia w dalszym ciągu nie była zawalidrogą. Praktycznie każdego dnia kusiło mnie by za pomocą jednego przycisku umieszczonego tuż przy dźwigni zmiany biegów zmienić charakter samochodu.  Po ciężkim dniu pracy pokusa była jeszcze większa. Agresywny wygląd, mocne ospojlerowanie i potężne felgi osadzone na niskoprofilowych oponach wręcz zachęcały by z pod biura ruszyć w agresywny sposób.  Nie ukrywam, że potrzeba ogromnej samodyscypliny by już po uruchomieniu silnika nie przejść w tryb RS. Całość jest jak kuszenie diabła. Niby wiesz, że nie powinieneś, ale z drugiej strony bardzo trudno jest odmówić sobie tej przyjemności. A by zgrzeszyć potrzebna jest dosłownie chwila. Urażona męska duma, start ze świateł,  czy kawałek długiej prostej sprawiają, że logiczne myślenie schodzi na drugi tor. Tutaj górę biorą emocje. Jest taki moment, że nie da się tego powstrzymać. Fenomenalny dźwięk silnika, usztywnione zawieszenie i odczuwalna zmiana pracy układu wspomagania kierownicy zmuszają mnie do kolejnego grzechu. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h robi naprawdę ogromne wrażenie. Katalogowe przyspieszenie –  6,6 s jest zupełnie inaczej odczuwalne. Nad całością piecze sprawuje dobrze zestrojona, automatyczna skrzynia biegów DSG. Delikatnie wyglądające, nieśmiało wystające zza wieńca kierownicy łopatki do zmiany biegów wydają się ciut za małe, ale sprawdzają się idealnie. To one dodają dodatkowych emocji. Redukcja czy zmiana na wyższe przełożenie odbywa się wręcz niezauważalnie. Tylko wytrawny miłośnik samochodów zauważy inne obroty lub usłyszy dźwięk silnika. Warto zaznaczyć, że reakcja skrzyni biegów na każdy klik łopatek jest błyskawiczna.  Jazda tym samochodem przenosi w innym poziom doznać. Oczywiście nie jest to samochód idealny, ale długa lista zalet zasłania pewne niedociągnięcia. Tak naprawdę wrażeń z jazdy nie da się opisać. To trzeba przeżyć na własnej skórze. Trzeba kochać motoryzację by delektować się dźwiękiem silnika i łatwością prowadzenia tego samochodu.

Pomijając sportowe aspiracje wersji RS  to decydując się na ten model w dalszym ciągu otrzymujemy świetnie wyposażony, przestronny samochód. To w dalszym ciągu dobrze znana wszystkim Octavia w wersji liftback. Wyposażenie testowanego egzemplarza obejmowało m.in. rozbudowany system multimedialny z funkcjami Car Play, Mirror Link, czy Android Auto, zestaw pozwalający na skorzystanie z bezprzewodowego internetu, indukcyjna ładowarka do telefonu, elektrycznie otwierany szyberdach, który optycznie powiększał ciemne wnętrze samochodu, bezkluczykowy dostęp do samochodu, czy kamerę cofania. O sportowy klimat zadbały zaś detale – spory spojler na klapie bagażnika, duże lakierowane na czerwono zaciski hamulcowe, dwie duże końcówki wydechu i subtelne znaczki RS.

Testowany model to egzemplarz po liftingu, który miał miejsce w 2017 roku. Najwięcej zmian zaszło z przodu. O tym czy zmiana kształtu świateł, grilla i zderzaka to był udany zabieg, o tym można dyskutować. Podwójne reflektory upodabniają Octavie do dawnego Mercedesa klasy E.  W przypadku wersji RS zabieg ten zupełnie nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie – dodaje autu zadziorności. We wnętrzu jest podobnie. To w dalszym ciągu dobrze znany model Skody, a sportowe korzenie poznajemy po detalach – spłaszczonej u dołu kierownicy z logo RS, kubełkowych fotelach z wbudowanymi zagłówkami, czy pedałach z aluminiowymi nakładkami.  Warto zaznaczyć, że zarówno w pierwszym, jak i w drugim rzędzie nikomu nie będzie brakować miejsca. Sportowe fotele nie tylko dobrze wyglądają i dodają charakteru, ale także bardzo dobrze podtrzymują ciało podczas dynamicznego pokonywania zakrętów, świetnie podtrzymują uda podczas dalszej jazdy, a przy tym nie zabierają dużo miejsca pasażerom tylnej kanapy. Ich mocno rozbudowana konstrukcja ogranicza jednak widoczność dla pasażerów siedzących z tyłu. W ramach rekompensaty w testowanym modelu zyskali oni aż dwa osobne wejścia USB umożliwiające szybkie ładowanie telefonu. Kolejnym udogodnieniem dla osób zajmujących miejsca z tyłu był osobny panel do sterowania systemem klimatyzacji.

Pomimo kilkunastu dni spędzonych z Octavią RS nie do końca umiem opisać to auto. Niemal po każdej dłuższej podróży w mojej głowie pojawiało się wiele przemyśleń dotyczących tego samochodu. Teoretycznie na samym początku zdefiniowałem jakąś grupę docelową do której trafia ten samochód. Czy dysponując odpowiednią sumą na koncie chciałbym mieć ten samochód? Przecież napisałem już, że jest to auto przestronne, bardzo dobrze wyposażone, wygodne, a do tego potrafi dawać radość z jazdy. Brzmi jak recepta na samochód idealny? Nie. Octavia RS nim nie jest. Niepodważalne zalety samochodu przesłaniają pewne wady.

Przy wyborze auta, jednym z bardzo istotnych dla mnie czynników jest pojemność zbiornika paliwa. I nie kupuję tutaj haseł, że samochód z mniejszym bakiem jest lżejszy, jest lepiej wyważony i mniej pali. Ja chcę mieć pewność, że jak wybieram się w trasę liczącą 600-700 km będę w stanie ją pokonać ze konieczności szukania stacji. Octavia w tym względzie wypada bardzo słabo. Nawet przy dosyć rozważnej jeździe trzeba się liczyć ze spalaniem na poziomie 8-8,5 l na 100 km/h. Patrząc na możliwości auta to naprawdę dobry wynik. Niestety ze względu na mały zbiornik paliwa, wizyta na stacji czeka mnie  już po około 450-500 km.

Drugim słabym punktem testowanego modelu jest zbyt mały prześwit. Nie da się ukryć, że jest to domena wersji RS. Zdaje sobie również sprawę z lawiny nieprzychylnych komentarzy typu – „skoro chcesz by auto dobrze się trzymało drogi to musi być nisko”.  Wbrew pozorom w codziennej eksploatacji samochodu ten problem nie jest zbyt męczący. Oczywiście trzeba uważać przy dojeżdżaniu do krawężnika, czy przy zbyt pewnym pokonywaniu kolein, których na polskich drogach nie brakuje. Brak rozwagi momentalnie zabije całą radość, którą zyskujemy podczas jazdy. Podczas naszej wizyty w górach (gdzie swoją droga fragmenty dróg nie należą do najlepszych) trzeba było uważać ze zdwojoną siłą.  Strome zjazdy, których w Szczyrku nie brakuje kilka razy doprowadziły do nieprzyjemnej sytuacji. Na szczęście za każdym razem kończyło się tylko lekkim dotknięciem osłony silnika.  Decydując się na RS-a będzie trzeba do tego przywyknąć.

Czy zatem jak w tytule – Skoda Octavia RS zasługuje na miano sportowej limuzyny? Bez wątpienia tak. To bardzo udane połączenie elegancji ze sportowymi aspiracjami. Chociaż cena samochodu z pozoru wydaje się zaporowa, to tak naprawdę tylko złudzenia. Pomimo kilku wad, otrzymujemy bardzo dobrze wyposażony samochód, który sprawdzi się nie tylko jako codzienny środek transportu, ale także jako weekendowa zabawka na tor. Jeżeli Skoda chciała znaleźć złoty środek pomiędzy spełnieniem oczekiwań dużej rodziny, a przyjemnością z  jazdy dla kierowcy, to z modelem Octavia RS jest już naprawdę bardzo blisko.

Tekst i zdjęcia: Paweł Oblizajek

I na miasto, i na ryby – czyli w sam raz. Test Seata Arona.

Nadeszły takie czasy, że koncerny motoryzacyjne uzależnione są od samochodów typu SUV, niczym alkoholik od napojów wyskokowych. Samochód o nieco podwyższonym nadwoziu to recepta na sukces. I nie jest to tymczasowa moda, a raczej trend który na dłużej zagości w branży. Obecnie każda szanująca się marka – ta popularna czy mniej popularna, ta luksusowa, czy nawet ta bardziej egzotyczna musi mieć w swojej ofercie samochód typu SUV, a najlepiej kilka. Doskonałym przykładem jest tutaj Lamborghini. Nie tak dawno do salonów sprzedaży tej sportowej marki zawitał pierwszy SUV o nazwie Urus.

Wracający z przytupem na polski rynek hiszpański Seat to doskonały przykład marki, która właśnie przez produkcję mniejszych lub większych SUV-ów (czy też Crossoverów) liczy na sukces. W tym momencie w salonach sprzedaży mamy do dyspozycji modele Ateca i Arona. W najbliższym czasie dołączy do nich największy z gamy – 7-osobowy Terraco. Jak widać na tym przykładzie, rynek w dalszym ciągu potrzebuje takich samochodów, klienci ich potrzebują.

Korzystając z okazji chciałem się przekonać, czy zakup miejskiego crossovera to dobry pomysł. I tak w moje ręcę trafił Seat Arona.

Seat Arona to kolejny model wywodzący się z niemieckiego koncernu Volkswagen, który korzysta z płyty podłogowej o MQB-A0.  Sama nazwa modelu, która nawiązuje do miasta i gminy na hiszpańskiej Teneryfie przywołuje gorące emocje. Dla wielu z nas Arona nie będzie niczym innym jak mocno podniesioną Ibizą. I jest w tym sporo prawdy. Jest to w pewien sposób odpowiedź marki na potrzeby rynku. Samochody typu crossover czy SUV zdobywają coraz większą popularność.

Testowany Seat Arona wyposażony był w turbodoładowany, trzycylindrowy silnik o małej pojemności. Jednostka ta, to silnik z rodziny Eco Tsi o pojemności 1,0 i mocy 115 KM. Trzeba obiektywnie przyznać, że na tak małe i lekkie auto jest to w zupełności wystarczająca. Niezły moment obrotowy wynoszący 200 Nm sprawia, że dynamiczna jazda nie jest problemem. Niestety nieco gorzej ma się sytuacja w kwestii spalania. Średnie spalanie w mieście przy spokojnej jeździe wyniosło 7,5 l na 100 km. Wynik ten zdecydowanie odbiega od deklaracji producenta i nieco bardziej uszczupli portfel przyszłego właściciela niż wcześniej zapowiadano.

Hiszpański temperament – takie hasło słyszymy podczas reklam marki w telewizji.  Najwięcej emocji wywołuje tu jednak nie jazda samochodem, ale jego wygląd. Samochód może się podobać. Proporcjonalne wymiary, nieco wyższy prześwit, a przede wszystkim ostra, drapieżna linia nadwozia sprawiają, że obok Arony nie da się przejść obojętnie. Przód wzorowany jest na innych modelach marki, tył zaś jest prosty, ale ładny. Osoby, które oczekiwały sportowych emocji podczas jazdy będą czuły się nieco zawiedzione. Konstrukcja zawieszenia bardziej dba o komfortowe przemierzanie kolejnych kilometrów, niż o wzrost poziomu adrenaliny. Jest do bólu poprawnie. Manualna skrzynia biegów o świetnie dobranych przełożeniach pracuje bardzo precyzyjnie i w tym momencie aż chce się mocniej nacisnąć pedał gazu. Pewnym ograniczeniem w tej kwestii jest niezbyt przyjemny dźwięk silnika, którego nie chcemy wkręcać na zbyt wysokie obroty i zawieszenie, które nie pozwala na zbyt wiele podczas dynamicznego pokonywania zakrętów.

 

Do największych zalet Seata Arony zaliczyć należy przestronne wnętrze i spory, ustawny bagażnik. To wszystko udało się uzyskać pomimo niezbyt dużych wymiarów zewnętrznych. Inną niepodważalną zaletą, która jest też cechą charakterystyczną testowanej przez nas wersji      -Xcellence to bardzo bogate wyposażenie.

Seat Arona

Seat Arona to typowo miejski crossover. Zachwyca linią nadwozia i przestrzenią, a razi niepasującym do charakteru auta silnikiem.  Decydując się na Seata wybierzcie silnik o pojemności 1,5. Z doświadczenia wiem, że zapewni on zdecydowanie lepszą dynamikę, a przy tym kultura pracy będzie też zdecydowanie wyższa. Hiszpański producent tak skonfigurował wersje wyposażenia Arony, że zaczynając już od podstawowej wersji, nie powinniśmy narzekać na poważne braki. Jedna z wyższych wersji wyposażenia – Xcellence to dobry wybór dla osób wymagających więcej. Oprócz niemal kompletnego wyposażenia zapewni nam szereg dodatków stylistycznych, które świetnie komponują się z bryłą nadwozia.

Tekst i zdjęcia: Oblizajek

 

Skoda Rapid Spaceback – samochód lepszy niż myślisz

Jak podaje Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego w 2017 roku w Polsce zarejestrowano  483 067 sztuk samochodów osobowych. To wynik o ponad 16% lepszy niż przed rokiem. Z zaciekawieniem wgłębiłem się w statystyki i doszedłem do wniosku, że największym wygranym w naszej ojczyźnie jest Skoda. W pierwszej 15-stce najlepiej sprzedający się u nas samochodów znajdują się aż 4 auta czeskiego producenta. Co więcej, pierwsze miejsce zajęła Fabia, drugie Octavia, a trzecie zaś produkowana w Polsce Astra.  Do czołowej 10-tki zakwalifikował się jeszcze Rapid, a ranking uzupełnia Superb – zajmując 15 miejsce.

W czym tkwi więc sukces producenta z Mlada Boleslav? Czesi dzięki korzystania z komponentów Volkswagen stworzyli samochody trwałe, często ordynarnie przedstawiające swoją zaawansowaną technologie, a przy tym znaleźni idealny kompromis pomiędzy ceną a oczekiwaniami klientów. Przecież to Skoda stworzyła segment plus, a prekursorem takiego stanu rzeczy była Octavia. Model, oparty na Golfie, nie tylko zwyciężał ceną, ale przede wszystkim ilością miejsca wewnątrz i potężnym kufrem. Innym owocem sukcesu jest Rapid –  model który miałem okazje przetestować.

Skoda Rapid zadebiutowała na rynku w 2012 roku. Stylistycznie bazuje na pokazanym w Genewie modelu MissionL. Pomimo 6 lat obecności na rynku samochód nadal wygląda świeżo. 10 miejsce w rankingu sprzedaży nowych samochodów w Polsce jest nie tylko efektem bezgranicznej miłości Polaków do czeskiego produktu. Skoda zadbała o to, by samochód był konkurencyjny i dalej cieszył oko. W międzyczasie Rapid przeszedł aż 2 kuracje odmładzające. Oferte wzbogaciły również nowe jednostki napędowe – w tym diesel o pojemności 1,6 l i mocy 90 KM.

W lipcu 2013 roku Skoda po raz kolejny dała znać o swoim geniuszu. Nie jest tajemnicą, że najczęściej wybieraną wersją nadwoziową jest hatchback. W końcu to połączenie praktyczności z atrakcyjnym kształtem. Mając na uwadze braki w segmencie C (oferowana Octavia występowała tylko i wyłącznie w wersjach kombi oraz liftback) Skoda stworzyła Rapid o przydomku Spaceback. Już kilka miesięcy po pierwszych doniesieniach, samochód trafił do produkcji, a następnie do salonów sprzedaży.

Jeden z zimowych poranków nie zapowiadał niczego nadzwyczajnego. Gdzieś z tyłu głowy miałem test kolejnej Skody. W końcu czym może mnie zaskoczyć nieco powiększona Fabia? Na podstawie opinii użytkowników doszedłem do wniosku, że jest to kolejny do bólu praktyczny model czeskiego producenta. Wszystko na swoim miejscu, maksymalna przestrzeń dla kierowcy i pasażerów, spory bagażnik. Dla fana motoryzacji szukającego wrażeń – nuda. Jakie było moje zdziwienie gdy pod blokiem zaparkowała Skoda Rapid w krwisto czerwonej barwie. Jeden drobiazg sprawił, że w końcu przestałem się obawiać tego testu. To znaczek Monte Carlo umieszczony na słupku przednich drzwi. Od tej pory wiedziałem, że czeka mnie przyjemny tydzień. Wbrew pozorom jeden dodatkowy emblemat nie oznacza, że mam do czynienia z sportową czy wyczynową wersją tego modelu. Pod maską dalej pracuje dobrze znany silnik o pojemności 1,4 l i mocy 125KM. Zatem co jest ekscytującego w z pozoru zwykłej Skodzie? To zerwanie z nudą, ta możliwość sprawdzenia czy w tej wyjątkowej wersji jest choćby mały pierwiastek czegoś wyjątkowego. O ile z zewnątrz tylko sprawne oko zauważy kilka dodatków, tyle wnętrze w końcu może się podobać. Muskularna kierownica z czerwonymi przeszyciami znakomicie leży w dłoniach. Elementy udające karbon nie przynoszą wstydu, a wręcz wnoszą odrobinę sportowego charakteru. Całość uzupełniają ogromne fotele z zintegrowanymi zagłówkami. Dawno nie widziałem takiego przyjaznego wnętrza w produkcie niemieckiego koncernu. Dla wielu z was będą to jednak tylko drobne akcenty, ale to właśnie one diametralnie zmieniają całość. Przy tym wszystkim – czytelność wskaźników i intuicyjność obsługi nadal pozostają na najwyższy poziomie.

Początkowy entuzjazm związany ze słynnym znaczkiem przywołującym na myśl słynną dzielnice Monaco, a także jeden z najbardziej niebezpiecznych wyścigów uliczny w Formule 1 szybko prysł. Oprócz akcentów sportowych, krwistoczerwonego lakieru i drapieżnych, a zarazem subtelnych dodatków Rapid Monte Carlo nie ma absolutnie nic ze sportowych genów. Samochód prowadzi się pewnie, świetnie wybiera nierówności dając przy tym maksymalny komfort dla pasażerów. I  na tym koniec. Chociaż kilkukrotnie próbowałem sprawdzić możliwości Skody przez dynamiczne wejście w zakręt, to przez pewne wątpliwości zawsze zostawiałem sobie pewien margines bezpieczeństwa. Nie potrafiłem bezgranicznie zaufać Skodzie i dać się nieść chwili. Płynnie działający automat, który w odpowiednim momencie redukuje bieg (szczególnie w trybie sport) w połączeniu z czułym układem kierowniczym wręcz zachęcał do odrobiny szaleństwa. Ostre jak brzytwa hamulce miały zaś dawać pewność, że w sytuacji zagrożenia zdążymy zareagować.  Kilkanaście prób, szybkie zmiany kierunków ruchu, czy dynamiczny start z pod świateł dał ostateczną odpowiedź. To nie jest samochód sportowy i nawet takiego nie udaje. Pod budzącą emocje karoserią kryje się zwykły i niezwykle poprawny samochód rodzinny. Rapid Monte Carlo udowadnia, że już nie musimy iść na kompromis. To fajne auto dla osób, które poszukują sportowego wizerunku, a przy tym na co dzień chcą mieć praktyczny i oszczędny samochód, który sprawdzi się przy odwożeniu dzieci do przedszkola, jak i podczas dłuższego urlopu. Nie będzie to też już kolejna nudna Skoda, która stoi pod oknami naszego bloku.

Rozsądnie skalkulowana cena, bardzo dobre wyposażenie, oszczędny silnik i świetna skrzynia automatyczna DSG opakowane w sportowe nadwozie, to krótka charakterystyka Rapida Monte Carlo. Na tle innych wersji tego samochodu czujemy się lepsi, bardziej uprzywilejowani, a może nawet wyjątkowi. Czujniki parkowania z kamerą, dobry zestaw audio, różne systemy bezpieczeństwa – to wszystko wpływa na wysoką ocenę tego modelu. Miejsca jak przystało na Skodę naprawdę nie brakuje, a za tylną kanapą znajdziemy pojemny bagażnik o regularnym kształcie. 415 l pojemności bagażnika wystarczy dla 4 osobowej rodziny, zaś wysoko podnoszona klapa ułatwi pakowanie.

Czy to jeden z tych samochodów, które chciałbym mieć? Na pewno tak. Duża ilość zalet szybko kamufluje drobne niedoskonałości. Skoda Rapid to złoty środek. To samochód, który pozwoli się wyróżnić, a przy tym będzie idealnym partnerem w codziennym życiu. Jest kolejną świetną propozycją Skody, która ma sposób jak dotrzeć do klientów.

Tekst i zdjęcia: Oblizajek